Jechaliśmy autobusem przez Polskę, Niemcy, Holandię, Belgię i Francję. Najnudniejsza była przeprawa promem przez Kanał Angielski, bo trwała tylko 2 godziny, więc nie opłacało się nawet zasypiać. Kupiłam gorącą czekoladę i czytałam książkę (tak w ogóle, polecam "Grę w kłamstwa"). Późniejszy dojazd autokarem do Londynu trwała kolejne 2 godziny. Około 10:00 byliśmy już w hotelu. Nie było w nim nic niezwykłego. Pokój około 3x2, trzyosobowy. "Łóżko małżeńskie" i jedno łóżko na piętrze. Mi trafiło się "jedynka". Tam właściwie nie dało się przejść, bo 3 rozłożone walizki ograniczały dojście gdziekolwiek. 6 toalet i 4 prysznice były na korytarzu. Do "łazienki" wieczorem nie było jakiejś dużej kolejki, choć na wycieczkę pojechało 49 osób.
Po południu pierwszy raz jechaliśmy metrem. Nie było w nim nic szczególnego, choć dla niektórych było to nowością (w moim mieście nie ma pociągów, a ja codziennie wracam ze szkoły PKS'em). W dwie godziny mieliśmy zwiedzić muzeum historii naturalnej w mniejszych grupach, co okazało się niemożliwością. Ja, niczym "Japoński turysta" tylko przechodziłam pomiędzy wszystkimi gablotami i robiłam dużo zdjęć, ale większość są w kiepskiej jakości, więc nie będę ich pokazywać. Następnie płynęliśmy statkiem po Tamizie.
Tower Bridge. Najpiękniejszy, choć nie najstarszy most w Londynie.
Później w planie był Tower of London, spod którego zrobiłam jeszcze jedno zdjęcie, które przed sekundą ustawiłam na tło pulpitu w laptopie.
Widok był naprawdę śliczny. W zamku najpiękniejszą wystawą były klejnoty królewskie, czyli m.in. miecze, korony i stroje koronacyjne. Najciekawszą była korona Królowej Elżbiety II.
Tak skończył się pierwszy dzień.
Drugiego dnia pojechaliśmy zobaczyć Zamek w Windsorze.
Pałac nie podobał mi się. Po prostu miał prosty styl, którego nie lubię. Wolę wymyślne wzory, aby "nie wiadomo było, na czym oka zawiesić".
Budka telefoniczna, której fotkę zrobiłam jeszcze pierwszego dnia (zapomniałam wspomnieć) wygląda dokładnie tak samo jak na zdjęciach w internecie,
Tak naprawdę to by było na tyle. Czekaj, nie wyobrażaj sobie, że to koniec wycieczki! Jeszcze pozostał mi do opisania piątek. Ostatniego dnia były najciekawsze atrakcje.
Pierwszy przystanek to Madame Tussaue, czyli Muzeum figur woskowych w Londynie. Muszę przyznać, że się zawiodłam, bo na wystawie nie było figury woskowej Seleny Gomez, na którą tak bardzo czekałam. W zamian zobaczyłam inne gwiazdy, które też bardzo lubię.
Zacznijmy od początku. Zaczynało się zwiedzanie od samej góry, gdzie były gwiazdy filmowe i osobistości. Będę pokazywać wam tylko najładniejsze fotki, które zrobiłam.
Leonardo DiCaprio
Emma Watson
One Direction
Tak właściwie, to 1D mieli dla siebie osobną salę, ale piętro było to samo, dlatego dodałam ich do tej kategorii. Dalej poszłam z koleżankami do gwiazd kina.
Później piętro rodziny królewskiej.
Królowa Elżbieta II z mężem Filipem
Gwiazdy muzyki i polityki też musiały się pojawić:
Michael Jackson
Justin Timberlake
Amy Winehouse
Britney Spears
Barack Obama
Po drodze było jeszcze piętro horroru, gdzie znajdywał się coś jak domek strachu. Był taki tłum ludzi, że ja i moja koleżanka nie miałyśmy się jak wycofać. Jakieś wyskakujący zombie, potwory zachodzące od tyłu i zakrywające ci oczy... Prawie straciłyśmy głos. Jeszcze piętro, na którym wsiadłyśmy się do wagonika przypominającego londyńską taksówkę i zwiedzałyśmy coś jak scenki z historii Anglii.
Na końcu strefa Marvela (jak ja tego nienawidzę). Nie robiłam tam zdjęć, bo tłum był na tyle duży, że ledwo dało się oddychać. Wszyscy czekaliśmy na pokaz zmontowanego przez muzeum 0,5 godzinnego filmiku o postaciach z tych kreskówek. Muszę przyznać, że było nawet ciekawie, biorąc pod uwagę efekty specjalne. Tak zakończyło się muzeum figur woskowych.
Nie wiem, dlaczego wcześniej zapomniałam wspomnieć (tak, tak, moja skleroza nadal aktywna) o Pałacu Buckingham.
Ostatnim przystankiem w naszej wycieczce był London Eye. Przy okazji sprawdziłam, że nie mam lęku wysokości. Widok był cudowny, zresztą sami możecie ocenić:
Tym optymistycznym akcentem mogę zakończyć opowieść o mojej wielkiej wyprawie do Londynu. Tak naprawdę nie spodobał mi się Londyn, bo w wielu rzeczach przypominał Warszawę, ale za to bardzo Oxford przypadł mi do gustu, bo tam było czuć i widać ten stary klimat dawnej Anglii.
W komentarzach możecie zostawiać swoje pomysły na kolejne posty (moja wena twórcza chwilowo zanika przez tonę prac domowych). Oczywiście (jeśli jeszcze tego nie zdobyłeś/aś) obserwuj mojego bloga i wpadaj codziennie, a może będę wstawiać posty częściej.
