środa, 28 stycznia 2015

Kim zostać w przyszłości...

Takie pytanie my "młodzi" często sobie zadajemy, już w wieku 6 lat. Jednak gdy przychodzi co do czego, trzeba o tym pomyśleć na poważnie. Zapraszam was do przeczytania moich przemyśleń.

Wiele osób pyta mi się kim chcę zostać w przyszłości. Mimo, że jestem dopiero w 1 klasie gimnazjum, trzeba zacząć się nad tym zastanawiać, żeby nie zostawiać decyzji na ostatnią chwilę. Jednak od czego zacząć?
Najczęściej rodzina narzuca nam zawody, w jakich nas sobie wyobrażają, jednak w tym przypadku powinniśmy myśleć o swoim szczęściu. Musimy robić coś, co dla nas jest fajne, a nie dlatego, żeby rodzice czy dziadkowie byli z nas dumni. Swój zawód można polubić, jeśli robi się to, co się kocha, a w nieprzyjemnej pracy będziemy się szybko przemęczać.
Jednak zanim zawód i praca, pierwsza decyzja to wybór szkoły: liceum, technikum, zawodówka?
Niektórzy nie zadają sobie takiego pytania, bo nie wyobrażają sobie przyszłości w innej szkole niż liceum. Ja jednak częściej o myślałam, zastanawiając się, co mnie interesuje. Z każdym dniem wydaje mi się, że liceum w moim przypadku jest bezsensowne, bo mnie interesuje gastronomia i w tym kierunku jak na razie chciałabym iść.
Ja mam jednak jeszcze troszkę czasu do namysłu. A wy, kim chcecie zostać w przyszłości?

wtorek, 27 stycznia 2015

Seria książek "Niezgodna" - recenzja

Dziś wpadam do was (bardziej wy do mnie) z recenzją serii książek pt. "Niezgodna". Nie będę pisać postu o osobnych częściach, bo po prostu czytałam te książki jedna po drugiej i nie pamiętam, co się działo w danej części.

Wyobraźmy sobie: jesteśmy w przyszłości. Na ruinach dzisiejszego miasta Chicago. Społeczeństwo jest podzielone na 5 frakcji: altruizm (bezinteresowność), erudycja (inteligencja), nieustraszoność (odwaga), serdeczność (życzliwość) i prawość (uczciwość). W wieku (chyba) 16 lat każdy przechodzi test, wskazujący, do której frakcji pasujesz. Jeśli należysz do np. altruizmu, a po teście przechodzisz na erudycję, rodzina jest zazwyczaj zawiedziona, nie utrzymujecie kontaktów. Przed wyborem frakcji nie można powiedzieć, jaki jest wynik testu. Podczas ceremonii podcina się nadgarstek i kropelki krwi mają wpaść do którejś z 5 mis, w których są symbole frakcji. 
Test wygląda tak: osoba z innej frakcji niż ty podpina ci jakieś kabelki do czoła. W twojej wyobraźni wytwarza się obraz, a umysł wytwarza sztuczną rzeczywistość. Masz tam kilka przygód, podczas których masz wybór, gdzie pobiec albo jakich przedmiotów użyć, aby się bronić.
Jest jeszcze jedna opcja: jeśli z twojego testu wynika, że pasujesz do kilku frakcji, otrzymujesz miano niezgodnego. Tak osoba powinna być wyeliminowana ze społeczeństwa. Jednak Tris (główna bohaterka) po otrzymaniu wyniku niezgodnego udaje się przeżyć, ale musi się ukrywać. Podczas ceremonii wybiera nieustraszoność.
Nie będę dalej opowiadać, aby nie było spoilerów.

Moja opinia:
Książka jest bardzo fajna. Gdy ją czytałam, naprawdę wydawało mi się, że to jest przyszłość, bo nasz świat zmierza w podobnym kierunku. Zresztą już społeczeństwo jest podzielone na polityków, naukowców, rolników, adwokatów... ta książka pokazuje, że bycie innym jest złe i tacy ludzie powinni być zniżeni do poziomu bezrobotnych. Opowieść jest fantastyczna, choć czasami postępowania Tris mnie wkurzały i to obniża ocenę tej książki. Jednak polecam ją, aby poznać głębiej nasz otaczający świat.

Oceniam 8/10

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Mój dzień....

W tym poście opiszę wam swój dzisiejszy dzień. Miałam dziś wstawić recenzję trylogii "Niezgodna", nawet mam to już gotowe, ale stwierdziłam, że ten dzień zasługuje na dogłębne zastanowienie.

No to zacznijmy od początku...
Obudziłam się o 2:30 w nocy (pewnie to wszystko wina Krzysia). Napiłam się wody, którą zawsze mam przy łóżku, bo często zasycha mi gardło i muszę coś pić. Później poleżałam chwilkę, znowu się na piłam, znowu poleżałam... i tak, w ten oto magiczny sposób zrobiła się na zegarku 3:00. Pomyślałam (przepraszam, to Krzysiu przemówił): "Pewnie i tak nie zasnę, to sobie poczytam i może troszkę poczuję się śpiąca." Przy łóżku miałam książkę pt. "Gwiazd naszych wina". W niedzielę przeczytałam tylko jeden rozdział, ale trzeba podkreślić, że nie zaczynałam tej powieści od początku. Czytam, czytam i czytam.... aż tu nagle leci jakaś piosenka. Ja od razu przestraszona, co się dzieje. Okazało się, że to był mój budzik, który był nastawiony na 6:00. Przez 3 godziny przeczytałam 170 stron, czyli troszkę ponad połowę książki. Wtedy wydawało mi się, że ten dzień będzie jakiś inny od wszystkich.

Poszłam do szkoły, przebrnęłam przez wszystkie lekcje (najfajniej było na matmie. Ja siedzę w ostatniej ławce, a nauczycielka zawsze ma nas gdzieś.. aż w końcu wpadłam na rewelacyjny pomysł zrobienia zakupów książkowych przez internet. Muszę was poinformować, że na moją książkową półkę trafią wszystkie części "Zmierzchu" + jakiś dodatek do serii. Za wszystko zapłaciłam około 80 zł, więc myślę, że było warto. Tak się robi zakupi na matmie.) Ostatni miałam w-f, a pan nas tak wymęczył, że po 45 minutach ledwo stałam na nogach. Idę w kierunku szatni, a tu nagle koleżanka z klasy mówi mi, że na dole, przy moim wieszaku, leży jakiś prezent dla mnie. Krzysiu od razu zareagował, mówiąc: "Ktoś tak strasznie mnie nienawidzi, że aż mi bombę wysyła." Ja schodzę o szatni, a tam torebka prezentowa z rafaello w środku, Oczywiście musiał być też podpis: "Dla pięknej Uli Kapusty". (Tak w ogóle muszę wam powiedzieć, że jeśli będziecie mi coś wysyłać, moje nazwisko się nie odmienia, więc powinno być: "Uli Kapusta")
Wszyscy robili z tego aferę, a ja wiedziałam, od kogo to jest, bo mi koleżanki powiedziały. My rozmawiamy ze sobą około raz na dwa miesiące, choć jak teraz próbuję sobie przypomnieć ostatni raz, to było w tamtym roku szkolnym.

Tak minął mi dzisiejszy dzień, który wolałabym wymazać z pamięci. Choć szczerze liczę na kolejną nieprzespaną noc i czytanie przez trzy godziny. Jak głosi mój cytat, który napisałam sobie na etui na telefonie (oczywiście też na matmie): "Lepiej być pozbawionym snu z powodu książek, niż pozbawionym książek z powodu snu."

niedziela, 25 stycznia 2015

Jak zacząć blogować? + moje początki na blogu

Dziś popaplam sobie troszkę o początkach na blogu: jak to było u mnie i od której strony się do tego zabrać?

UWAGA: w tym poście pojawi się wiele moich przemyśleń, więc proszę o zrozumienie. To jest moje zdanie i niektórzy mogą się ze mną nie zgadzać.

1. Jak to było u mnie?
Siedziałam w ferie (było to 19 stycznia 2014) na kanapie w salonie przed telewizorem. Na stronie zapytaj.onet przeglądałam zakładkę "Blogi i Fotoblogi". Pomyślałam: "Dlaczego sama nie założę swojego bloga, gdzie będę pisać o tym, co mnie interesuje?" (mój głosik w głowie nigdy mnie nie zawodzi. Może nadam mojej podświadomości jakieś imię? W sumie, jak miałam 5 lat wyobrażałam sobie, że w mojej głowie jest robaczek i ma taką wielką księgę i jak coś zapamiętuję, to on to zapisuje, a jak próbuje sobie coś przypomnieć, to przewraca te wielkie kartki księgi, póki tego nie znajdzie. Wtedy mój robaczek miał na imię Krzysiu i pewnie tak zostanie.) Zaraz, o czym ja to mówiłam... (w tym momencie czytam moje wcześniejsze wypociny) No, więc... A, i wtedy zaczęłam się tym głębiej interesować. Czytałam, na jakiej stronie najlepiej założyć bloga, o czym pisać i wgl. Dwa dni później (po odpowiedzeniu sobie na wszystkie pytania, jakie zadawał Krzysiek i zrobieniu w miarę ładnego wyglądu bloga) zaczęłam pisać posty. Moja pierwsza tematyka to moda, ale nie czułam się w tym dobrze, więc po pewnym czasie zmieniłam na lifestyle, co jest bardzo wygodne, bo możesz pisać o wszystkim, co cię interesuje. I tak sobie bloguję do dziś, czyli dokładnie (liczę...) 369 dni (nie komentujemy dwóch ostatnich liczb, choć Krzysiu widzi, jak się uśmiechasz...)

2. Od czego zacząć?
Potrzebujesz kilka rzeczy:
- konto na gogle, jeśli chcesz pisać na bloggerze
- tematykę bloga
- troszkę czasu
Co jest najtrudniejsze: nazwa bloga. Ja nie miałam z tym problemu, bo mam taki sam login w większości kont, także jeśli widzicie login: stella191, to pewnie ja. Jednak jeśli nie chcesz ustawiać nazwy bloga w taki sposób jak ja, jest kilka sposobów. 
Związane z tematyką bloga
Coś związanego z tematyką twojego bloga np: Jesteś Julia i piszesz bloga o kartonach (na co, to wina Krzysia), to możesz go nazwać "kartony by Julia".
Coś o tobie
Masz na imię Paweł, ale kumple nazywają cię szafa (Krzysiu jedzie po całości), to możesz nazwać bloga "Szafa" lub "Świat Szafy".
Jedna z ważniejszych zasad: nazwa bloga powinna się znaleźć w linku bloga. Bardzo mnie denerwuje, jeśli twój blog nazywa się "Szafa", a w linku "krzesło.blogspot.com". Dlatego, jeśli wybieracie nazwę na bloga, sprawdźcie, czy w linku da się to wpisać, może być w innym języku.
3. Jak twój blog staje się popularny?
Bardzo częste zadawane pytanie. Ja zdobywam czytelników poprzez strony: zapytaj.onet i flapi.pl. Niestety wpadłam w wir "kom za kom", jednak wydaje mi się to sprawiedliwe, bo ktoś mnie skomentuje, to ja skomentuję jego. Wiadomo, jest tak czasem, że ktoś skomentuje mój post, a ja wchodzę na jego bloga, a tam post "genetyczna budowa lwa". Ja jestem noga z biologi, więc nie skomentuję czegoś, na czym się nie znam. 
4. Pierwsze wrażenie
Dla mnie jednym z ważniejszych punktów, żebym czytała bloga częściej, jest ładny wygląd. Nie chodzi o jakieś wyszukane style, tylko o zmianę czegokolwiek w podstawowych ustawieniach. Najbardziej mnie wkurza, jeśli ktoś wstawił gotowy szablon i zadowolony ma wygląd na bloga. Możecie poprosić kogoś (np. mnie) o zrobienie designu bloga. Wtedy wygląda to dużo fajniej.
5. Styl pisania
Na początku zawsze pisze się tak sztywno. Z czasem (przynajmniej ja) nabiera się dystansu do siebie i swojego tekstu. Wyobraźmy sobie: napisałeś "Witam w ten deszczowy wtorek", a dziś jest środa. Nie usuwasz tego, tylko jedziesz dalej "oj, pogoda robi swoje, bo dziś środa". Wiadomo, że jeśli robisz błędy ortograficzne, to je poprawiasz. Taki Krzysiu podpowiada ci jak pisać i to wylewasz w formie literek na sowim blogu. Ważne, aby wylewać swoje myśli od razu, a nie przerabiać je w jakieś drętwe zdania.

Mam nadzieję, że wam pomogłam. Jeśli już macie bloga, to pośmialiście się ze mnie i Krzysia. Nie ważne. Mam jeszcze ogłoszenie parafialne dotyczące mojego bloga, a konkretnie ostatniego postu. Otóż wybraliście opcję 3 w 1, więc na moim blogu będą trzy różne tematyki. To tyle na dziś. A teraz podstawowy tekst każdego marnego blogera, który potrzebuje czytelników: "Zapraszam was do obserwowania i komentowania mojego bloga." 

sobota, 24 stycznia 2015

W mojej głowie niezdecydowanie kwitnie...

Hej. Dłuuuugo zastanawiałam się, co dziś napisać (myślałam cały dzień) i w sumie nadal nie wiem, więc sobie troszkę popaplam o moich dzisiejszych przemyśleniach.
Więc zastanawiałam się, o czym konkretnie powinien być mój blog, bo na razie to tu jest groch z kapustą. Pomyślałam sobie: "Głupku jeden, dlaczego nie zrobisz kilku blogów na różne tematy?" (jednak moje głosy w głowie są genialne) i postanowiłam, że zrobię 3 blogi o różnej tematyce: lifestyle będzie panował tutaj, mój mól książkowy odejdzie na innego bloga, a na trzeciego umieszczę moją rosnącą miłość do gastronomii (tak, tak, wasza Ula uczy się gotować od 2015 i jak do tej pory nic nie spaliłam). Stwierdziłam, że chciałabym się nauczyć gotować, więc będę umieszczała posty o moich kulinarnych przygodach.
Chyba, że chcecie opcję 3 w 1?
Ja już sama nie wiem, dlatego decyzję pozostawiam wam, choć wolałabym mieć 3 osobne blogi, bo będę pisała na każdym tematycznie....
Już sama nie wiem...

środa, 21 stycznia 2015

Before I die

Dziś napiszę o swoich marzeniach. Już robiłam taki post na blogu, jednak wiele się zmieniło od tego czasu, więc chcę zrobić taki post na początku roku. (o ile można to nazwać początkiem, bo zbliża się koniec stycznia)

1. Mieć popularnego bloga. W tej sprawie nic się nie zmieniło, życzyłam sobie tego z okazji pierwszych urodzin mojego bloga (co nie wiesz, o co chodzi? Wpadnij na ten link - http://stella191.blogspot.com/2015/01/happy-birthday-to-me.html). Teraz to jest mój priorytet, który, mam nadzieję, w tym roku się spełni.

\
2. Poznać Selenę Gomez. Tu chyba nie muszę komentować, ale wiecie, że i tak to zrobię. Sel, Sel i jeszcze raz SEL<3. Jestem selenator i naprawdę ją uwielbiam. Mam jakieś 50 plakatów z nią, ale tylko 2 powieszone. Żałuję, że nie kupiłam sobie jej perfum, ale wtedy jeszcze tak bardzo mnie nie fascynowała. Teraz poluję na T-shirt z Addidas Neo z napisem "selenator", ale jest dostępny tylko w USA, jednak ja swoimi mocami sprowadzę ją do Polski.

3. Spędzić sylwestra na Time Square. To moje marzenie od zawsze, żeby tam być w tę jedną noc, przeciskać się przez tłum ludzi, słyszeć muzykę i widzieć te światła... marzenie!

4. Napisać książkę. Chciałam to zrobić od dawna, ale nie wiem, jaka może być jej akcja. Jednak, jeśli mnie natchnie, będę pisała dla was jakieś fragmenty mojej "przyszłej książki". 

5. Pojechać do Hiszpani. Moje marzenie, nad którym już pracuję. Od tego roku (jako moje postanowienie noworoczne) zaczęłam uczyć się hiszpańskiego. Na razie znam tylko liczby do 9 i alfabet, ale lepsze to niż nic.

6. Pojechać do Włoch. Kolejne marzenie "gdzie chciałabym pojechać", jednak Hiszpania jest na pierwszym miejscu.

To już koniec mojej listy. Mam nadzieję, że wam się podobała. Obserwujcie i komentujcie, a także wpadajcie częściej na mojego bloga! Pa!

Happy birthday to me!

Dziś szczególny dzień w roku. (nie, to nie moje urodziny, ja mam dokładnie miesiąc wcześniej) Dziś są pierwsze urodziny bloga!!!

To było dokładnie rok temu! Pamiętam, że decyzję o rozpoczęciu blogowania podjęłam 19 stycznia, a chciałam datę założenia mieć dokładnie miesiąc po moich urodzinach.
Jestem z siebie bardzo dumna, że przez rok nie usunęłam bloga, choć były takie momenty.
Teraz chciałam wszystkich przeprosić, za to, że nie dodawałam postów przez kilka dni, ale chciałam poprawić bloga do jego pierwszych urodzinek. Niektóre posty niestety musiałam usunąć, bo zdjęcia mi się nie wczytywały, a niektóre zdjęcia zamieniłam. (mam nadzieję, że nie widać)
Na następny rok życzę sobie, abym dobiła do 500 obserwatorów. Jeśli mi się to uda, założę kanał na YouTube. To oficjalnie obiecuję! Chciałabym też, żeby wpadało do mnie więcej osób, chociaż doceniam tych, którzy do mnie wpadają. Mam nadzieję, że z każdym dniem będzie was coraz więcej. Będę pisała posty codziennie (inaczej, codziennie będę je publikowała, bo czasami piszę posty na zapas, a potem w dniu publikacji coś tam jeszcze poprawiam). 
A wy co życzycie mojemu blogowi?

sobota, 17 stycznia 2015

Powrót z białej szkoły!!!

A więc tak, WRÓCIŁAM!!! Po sześciu dniach (wyjaśnionej) przerwy wróciłam z białej szkoły. Było fajnie, choć mogło być lepiej. Zresztą, jak zwykle, zapraszam do moich zwariowanych opowieści...

Wyjechaliśmy w niedzielę. Musiałam wstać o 6 rano, żeby się wyrobić. Wiadomo, w tym czasie odezwało się moje leniwe "ja", które odeszło wraz z godziną 7. Szybko zebrałam się i pojechałam autobusem ze znajomymi ze szkoły do Zakopanego. Nie powiem wam, o której przyjechaliśmy, bo nie pamiętam. Ja zapisałam się do grupy początkującej ze snowboardu. Byłam już 3 rok w tej grupie i nadal nie umiem głupiej rotacji (jeżdżący na desce wiedzą, o czym mówię). Wstawałam na 7:15 na śniadanie. O 7:45 był wyjazd na stok ( co z tego, że nasza grupa 1 gimnazjum przychodziła na czas i nawet nauczycieli wtedy nie było i wyjeżdżaliśmy o 8:10 ). Codziennie rutyna, aż do piątku.
Tego dnia musiałam jechać do szpitala. I teraz moja fascynująca opowieść o czymś co spotkało mnie pierwszy raz przez 6 lat jeżdżenia na białe szkoły.
Już od środy bolało mnie miejsce pod kostką. Chodziłam z tym do doktorowej (tak ją nazwaliśmy). Ona mi czymś posmarowała. Wszyscy, którzy chodzili z bolącą ręką lub nogą, dostawali niebieską tabletkę, także ja przeszłam krok dalej. No ale do piątku bolało mnie coraz bardziej (tego dnia miały być zawody). Doktorowa stwierdziła, że nie powinnam brać udziału w zawodach, bo mogło by mi coś się stać gorszego (a z doktorową nie wygrasz), więc ja z dwoma osobami, (jedna miała złamaną, druga obtłuczoną rękę, oczywiście z 1 klasy gimnazjum) siedziałam w karczmie. W końcu pani powiedziała, że pojedzie ze mną do szpitala, ale dopiero po 18:00 bo po obiedzie mieliśmy iść na basen i nie było tylu opiekunów, aby zajmować się grupą. Przecierpiałam, siedząc z kilkoma osobami w kawiarni. O 18:00 z dwoma innymi obolałymi pojechałam do szpitala. Opowiedziałabym wam o jednej z tych osób, ale musiałabym pisać o całym jej życiorysie, więc w skrócie powiem, że troszkę udawała. Siedziałam w poczekalni (polecam szpital w Zakopanem, cały zielony, ale jest przynajmniej telewizor...). Byłam u lekarza (który, trzeba podkreślić, miał na nazwisko Stopa), potem na rentgenie, a potem znów u lekarza. Okazało się, że przeciążyłam stopę i nie mogę za dużo chodzić przez tydzień + ją smarować maścią.
Pozostałe 2 osoby też wyszły bez żadnego gipsu.
Mój tata powiedział, że w następnym roku nie pojadę na białą szkołę, bo ma dosyć moich kontuzji.
Jednak w poniedziałek na lewej nodze pokuśtykam do szkoły....

Lepiej się nie dołować na zapas.
A wy zrobiliście sobie coś kiedyś?

niedziela, 11 stycznia 2015

I'm sorry....

Dziś post bardzo na szybko. Chciałam tylko uprzedzić, że przez tydzień nie będę mogła wstawiać postów (chyba że cudem znajdę czas). Myślałam, że dam radę napisać jakieś recenzje, ale zabrakło mi czasu. Bardzo przepraszam i liczę na wyrozumiałość.

piątek, 9 stycznia 2015

My day

Hej, mam nadzieję, że zdążę napisać jeszcze w piątek post. Jest (dokładnie) 22:18, więc może jeszcze zdążę. Dziś nie będzie jakiegoś konkretnego postu, chciałabym poruszyć sprawy organizacyjne, które dotyczą przyszłego tygodnia.
Jednak zanim zacznę przynudzać o przyszłości, opowiem co dziś się u mnie działo, bo tak teraz sobie cały ten dzień przypominam i jest trochę historii do opowiedzenia.


Miałam wstać o 6 rano, żeby napisać zadanie z polskiego. Jednak mój słomiany zapał skończył się na tym, że wstałam o 7. Szybkie ubieranie, pakowanie się itp. to ostatnio najczęściej uprawiany prze ze mnie sport. Byłam w szkole o 7:55 (na pierwszej lekcji miałam test semestralny z angielskiego). Jednak po szybkim sprincie byłam na czas. Sądząc, że dzień wcześniej uczyłam się trzy godziny, nie poszedł aż tak źle (choć pan powiedział, że będzie dużo słownictwa z podkreślonych słówek w podręczniku, czego wyuczyłam się najbardziej, a były tylko części garderoby i rodzina). Później historia. Naszą nauczycielką jest pani po 50, która ma poważną sklerozę. Mieliśmy przed świętami zdawać bogów greckich, ale mieliśmy na tej lekcji jakieś inne zajęcia. Więc miała nas przepytywać dzisiaj. Ona weszła, a my tak chowamy kartki. Na szczęście nie zorientowała się, że mieliśmy to zdawać i prawdopodobnie w tym semestrze już tego nie zrobimy ;). Jak ja kocham moją klasę.
Na ostatniej lekcji (po drodze miałam jakieś nieistotne zajęcia) miałam EDB i była niezapowiedziana kartkówka. Na szczęście na tej lekcji jest w każdym momencie bardzo głośno, więc ja pytałam się o wszystko koleżanki, która wie wszystko. Chyba dzięki niej utrzymam 5 na koniec semestru.
O 15:15 miałam basen i dopiero po wyjściu z wody zorientowałam się, że jadłam przez dzień paczkę krakersów. Zamówiłam zapiekankę (na którą czekałam 20 minut) i jak była moja mama, już ugryzłam kęs i wtedy zadzwoniła moja mama, żebym się zbierała, bo ona już stoi przed basenem. Ze łzami ubrałam się i poszłam. Zjadłam zapiekankę, jeżdżąc po mieście. Potem mama mnie odwiozła do babci. Wiadomo, u babci jedzenie najlepsze, więc zjadłam u niej obiad. Tak właściwie skończyłam dzień.

Teraz jeszcze bardziej przynudzające sprawy organizacyjne.
Więc ja od niedzieli do soboty wyjeżdżam na białą szkołę, jednak będę wstawiać codziennie posty. Nie będą to posty o moim dniu. Będę wstawiała posty, które napiszę jutro, czyli głównie recenzje i tagi. Przepraszam, ale na wyjeździe nie będę miała czasu pisać na bieżąco, a jednak chciałabym, aby blog żył. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie i nadal będziecie czytać moje wpisy.
PS Zdążyłam jeszcze dziś napisać post, bo jest 23:19.

czwartek, 8 stycznia 2015

TOP 10 youtuberów

Cześć, więc dziś nic się nie działo i nie będę zanudzać was swoim dniem. Postanowiłam podczas takich nudnych dni robić wam jakieś inne posty typu: recenzje, coś co lubię, TOP 10 itp.

Więc dziś przygotowałam TOP 10 moich ulubionych youtuberów. Kanały nie będą po kolei, kolejność taka, w jakiej przeglądam właśnie moją listę zasubskrybowanych kanałów. Klikając na nazwy youtuberów, automatycznie przejdziecie do ich kanałów. Miłego czytania!


Nagrywa filmiki głównie o książkach. Ma siedemnaście lat i pochodzi z USA. Lubie oglądać jej reakcje na zwiastuny, recenzje, challenge. Nagrała kilka pomysłów na przebranie się za konkretną postać z książki. Serdecznie zapraszam!



Alicja, studentka dziennikarstwa, nagrywa filmiki lifestyle, o makijażu itp. Dziś rozpoczęła nową serię swoich filmików o simsach. Wstawiłam ten odcinek (przy okazji przed chwilką skończyłam go oglądać). Nagrała go ze swoim chłopakiem Emilem. Myślę, że seria zapowiada się dobrze, czekam na więcej odcinków.


Jedna z najpopularniejszych polskich youtuberek. Banshee, czyli Zuzanna Borucka, nagrywa głównie filmiki lifestyle. Jest fanką zespołu 30 Seconds to Mars, często farbuje włosy na ciekawe kolory. Odsyłam was do filmiku, gdzie wystąpiła w programie "Pytanie na Śniadanie". 


Kolejna booktuberka na mojej liście. Prawie trzydziestoletnia Anita opowiada o książkach. Odsyłam was do jej recenzji książki pt."Złodziejka książek" której nie czytałam (muszę nadrobić zaległości).



Nie będę o niej za dużo, bo wszystko jest opisane w pierwszym filmiku, jaki nagrała (aż 2 lata temu!!!). Widać, że była zestresowana przed kamerą, jednak z czasem jej to minęło ;)



Youtuberka, która nagrywa różne filmiki, ale mówi w tak zabawny sposób... Wstawiłam mój ulubiony filmik. Nie wiem, co napisać, więc po prostu oglądajcie.


U tego youtubera oglądam tylko serię o clevebocie, więc za dużo o nim nie powiem. Po prosu oglądnijcie pierwszy odcinek z jego serii... 


Kolejna lifestylowa youtuberka z Ameryki. Ja nie mam już żadnych pomysłów na komentarze, może po prostu oglądajcie.



Bez komentarza.... 


Jego zna każdy w Polsce ( a jak nie, to zaraz poznacie). Rezi, czyli youtuber z Polski, nagrywa śmieszne filmiki. Co tu więcej powiedzieć? (aż brakuje słów)

To już koniec dzisiejszego post. Przepraszam, że wygląda tak na odwal się, ale mam dużo nauki i pisząc tą notkę, uczę się bogów greckich na historie. Przepraszam, ale mam nadzieję, że jednak post był fajny. Jutro napiszę coś ciekawszego (taką przynajmniej mam nadzieję). Pa!

środa, 7 stycznia 2015

Mój nudny dzień i "Szukając Alaski"

Witam was w ten nudny wtorek. E, co ja piszę, przecież dziś ŚRODA!!! Zacznijmy jeszcze raz..

Witam was w tą nudną środę. Dziś miałam na 7:30, bo musiałam poprawić kartkówkę z angielskiego. Oprócz tego że w szkole było strasznie zimno i siedziałam cały czas w kurtce. O teraz sobie przypomniałam dzisiejsze fajne momenty. A właściwe kolejne moje teksty:

Więc dziś na religii mówiliśmy o wczorajszym święcie i jakoś się nasuną temat, że dziś prawosławie ma Boże Narodzenie. I wtedy mój kolega Filip mówi:
- No to z jakiej racji my siedzimy w szkole zamiast świętować?

Drugi tekst był na matmie ( 2 lekcje pod rząd tego cholernego przedmiotu powinny być zakazane!). Ja jestem dyżurną, więc zmazałam tablicę i poszłam zmoczyć gąbkę. (wcześniej pytając się nauczycielki o pozwolenie) Idę do najbliższej łazienki, odkręcam kran, a tu nic. No to idę do większej łazienki (mijając po drodze panią dyrektor) no i to samo, nie ma w kranie wody. Na to wracam do klasy i mówię:
- Proszę pani, nie zmoczyłam gąbki, bo nie ma wody w kranach.
Cała klasa tak się wpatruje we mnie jak w ufoludka, a pani mówi:
- A, zapomniałam, że nie ma wody.
(Osobiście myślę, że zrobiła to specjalnie, bo ona mnie za bardzo nie lubi, więc...)

Więc tak mi minął pierwszy dzień w szkole w roku 2015.

Teraz druga część posta, czyli recenzja książki pt. "Szukając Alaski" Johna Greena.
(w którymś tam poście) wcześniej pisałam o tej książce, jednak nadal nie pozbyłam się kaca książkowego po tej powieści, więc postanowiłam napisać o niej recenzję póki nie oddałam jej koleżance, chciałam wypełnić jakoś mój nudny dzień.



Książka ma 312 stron. Przeczytałam tą książkę w cztery dni. Wiem, wiem DŁUGO, ale weźcie pod uwagę, że pod drodze przeżyłam jednodniowego doła książkowego, więc zrozumcie.
Powieść jest podzielona nie na rozdziały,  tylko na dni przed i po. Ja najpierw nie wiedziałam o co chodzi. (Ula, opanuj się, musisz zacząć od ogólnego opisu historii).

Miles, główny bohater książki, jest nudnym, zwykłym szesnastolatkiem. Brak przyjaciół w szkole zmusza Milesa do wyjazdu. Bohater przeprowadza się do szkoły z internatem. Jego naiwna podświadomość mówi mu, że w tej szkole wcale nie będzie lepiej, jednak już pierwszej nocy okazuje się, że był w błędzie. W pokoju mieszka z Pułkownikiem (nadają sobie różne pseudonimy, Miles został nazwany Kluchą, jako zaprzeczenie do jego wagi). Z czasem poznaje prześliczną Alaskę. Od razu się w niej zakochuje. Ona jednak ma chłopaka, lecz po późniejszym poznaniu dziewczyna umawia go na randkę z Larą. W miarę im się układa, choć nie są do siebie przekonani. "Czy Klucha osiągnie swój cel i zostanie chłopakiem Alaski?"

Historia już opowiedziana, czas na moje wypociny. Tak jak wspominałam, w książce występuje odliczanie do dnia kulminacyjnego, oraz po nim. Dla mnie to ciekawy podział, pierwszy raz spotkałam się z tego typu książką. Żeby nie zdradzić za dużo ( będziecie mieli więcej radochy ) powiem tylko taką małą podpowiedź: u Johna Greena nic nie dzieje się przypadkiem.

Ja podczas czytania tak się popłakałam, że musiałam przerwać czytanie. Oglądnęłam jakąś komedię i dopiero mogłam wrócić do lektury. Nadal mam taką pustkę w środku, ale słów autora nie zmienię ( niech tylko zobaczę tego drania, to mu nogi [CENZURA] powyrywam ).

To koniec mojego dzisiejszego posta, mam nadzieję, że skusicie się na "Szukając Alaski". Jeśli przeczytaliście, to jakie są wasze wrażenia? Zapraszam codziennie na mojego bloga i do jutra!




wtorek, 6 stycznia 2015

Haul zakupowy i dziwne teksty cz.2 :)

Dziś nic ciekawego się nie działo (oprócz tego, że od 3 godzin siedzę przy książkach, a i tak nic nie umiem), postanowiłam zrobić haul zakupowy, bo byłam w galerii w Nowym Sączu wracając z sylwestra w Krynicy. Kupiłam rzeczy na Białą Szkołę (w niedzielę wyjeżdżam i nie wiem, jak będzie z blogiem, więc o tym powiem w notce przed wyjazdem).
Byłam w Martes Sport i w Empiku.
Oto rzeczy, które kupiłam:



Pierwsza rzecz to śniegowce (co z tego, że nie ma śniegu xD). Tak naprawdę to moja mama stwierdziła, że buty, w których chodzę teraz, są za cienkie i nieodpowiednie na wyjazd. Buty są czarno-białe i naprawdę mega wygodne. Kosztowały około 170 zł i myślę, że to przyzwoita cena za tak fajne buty.


Następny tekst mojej mamy brzmiał "nie masz dobrej czapki do tych butów" i wybrała (jedyną) białą czapkę z Roxy. Od środka ma takie przyjemne futerko, a z zewnątrz kryształki i pompon. Jej cena wynosiła prawie 100 zł. Jak dla mnie to dużo, ale to jest wydatek na co najmniej 2 sezony, więc reasumując nie wychodzi tak dużo.




(Nie, moje palce nie są takie fioletowe, po prostu taki filtr...) Biorąc pod uwagę, że poszłyśmy do sklepu TYLKO po kask, to nawet dużo kupiłyśmy. Więc poszłyśmy wybrać kask. Wybrałam go z firmy Rossignol. Jest biały, matowy, z boku przy uszach ma naszyte paski, a z tłu narysowane ptaki.
Kask bardzo mi się podoba. Kosztował... zaraz sprawdzę na stronie (10 min później). Niestety nie ma na stronie, ale wydaje mi się, że jakieś 260 zł.

Koło kasków były powieszone gogle. Teraz czas na zabawny dialog:
Mama: - Ulcia, a ty nie chcesz gogli do tego kasku?
Ja: - Ja nie lubię oglądać świata w kolorze sików...
I wtedy nie wiem dlaczego jakaś para obok się na mnie dziwnie popatrzyła... a ja zupełnie nie wiem dlaczego xD.

W każdym razie gogli nie kupiłam.


Nastał czas wybierania rękawic. Wybrałam białe, lekko pikowane, które kosztowały (dokładnie) 139 zł. 

Kupiłam jeszcze zwykłą, czarną koszulkę termiczną. Nie robiłam jej zdjęcia, bo po prostu nie ma w niej nic niezwykłego.

Później (już sama) poszłam do Empika. Zazwyczaj do niego nie chodzę, bo zamawiam książki przez stronę Aros.pl, gdzie są duże obniżki cen.


Na wysepce z przecenami zobaczyłam "Kłamstwo doskonałe", czyli 4 część serii "Gra w kłamstwa" Sary Shepard ( co z tego, że mam I PRZECZYTAŁAM tylko pierwszą część). No ale jak to prawdziwa książkocholiczka zaczęłam się bardziej rozglądać i było tyle książek, które chciałam kupić, ale pożyczyłam od mamy 100zł, więc budżet na wykupienie całego Empiku był niewielki. Na półce zobaczyłam "Zniszcz ten dziennik" i tylko go pochwyciłam i pobiegłam do kasy, żeby jak najszybciej stamtąd wyjść. 

Więc tak zakończę mój (dopiero pierwszy) haul zakupowy. Mam nadzieję, że wam się podobał. Nie wiem, jak wyjdzie z napisaniem jutrzejszego postu, bo wiecie, zaczyna się szkoła i muszę opracować system pisania na blogu. 





poniedziałek, 5 stycznia 2015

Jest dobrze, ale mogło być lepiej...

Dzisiaj kolejny dzień, poniedziałek. Ja idę do szkoły w środę, ale i tak muszę się zacząć uczyć, żeby jakoś skończyć półrocze. Musiałam wstać o 7 rano, żeby na 9 odebrać jakieś faktury od klienta mojej mamy (jest księgową i ma swoje biuro w domu, ale też chodzi do pracy na normalny etat, więc muszę jej czasem pomagać). No a wiecie, jest przerwa świąteczna i jak wstaję z łóżka to jest dobrze, a jak się ubiorę to jestem super hero. Na a ja jeszcze siedziałam do 1 w nocy, bo kończyłam "Szukając Alaski" i muszę przyznać, że skończyło się nawet fajnie, więc polecam tą powieść, jak macie doła. Spałam te 6 godzin i zaczęłam czytać "Zagrożeni", czyli trzecią część serii "Wybrani" i muszę przyznać, że na początku książka w ogóle mi się nie podobała, a teraz nie lubię tylko główne bohaterki, więc jest coraz lepiej :).
Hahaha Przed chwilą dostałam takiej głupawki. No więc mój tata siedzi na górze, na piętrze, a ja na dole przed telewizorem i on do mnie krzyczy:
- Ula, jaka jest godzina na zegarku?
A ja wtedy:
- Jakie hasło w jajku?
Ja i moje pomysły.
Ogólnie nie mam co do was napisać, bo jest dopiero 13:00 jak to piszę, więc jeszcze wcześnie, ale jak coś się zdarzy, uwiecznię to w następnym poście.
A wy mieliście jakieś przygody ze słuchem?

niedziela, 4 stycznia 2015

Wracam!!!

Hej, dawno nie było posta, co? Wiem, wiem jestem leniwa, zmienna (ale głównie leniwa). Próbowałam założyć grupowego bloga, jednak to okazało się wielką klapą. Jednak mam zamiar wrócić na stałe do pisania na tym blogu, jako moje noworoczne postanowienie. Mam nadzieję, że mi się uda. 
Na blogu będzie lifestyle, czyli moje codzienne sprawy. Jak nie będzie nic ciekawego, to może jakieś recenzje, czy coś wymyślę. Dziś chciałam opisać książkę "Zniszcz ten dziennik", który ostatnio stał się bestsellerem w Polsce i na świecie. Mój jeszcze nie został zniszczony, ale zaraz się za niego zabiorę, bo jestem w połowie czytania "Szukając Alaski" Johna Greena i autor tak mnie wkurzył (żeby gorzej nie powiedzieć, choć wiele przekleństw przychodzi mi do głowy), że zniszczę go we wszystkie możliwe sposoby. 

A wy macie swój dziennik? Jak on wygląda?
Copyright © 2014 Orsolia
Designed By Blokotek