poniedziałek, 27 lipca 2015

seria "Akademia Wampirów" - recenzja książkowa

Dziś na moim blogu recenzja serii (podkreślmy - SERII) pt. "Akademia Wampirów". Piszę o wszystkich sześciu tomach, bo nie pamiętam, co było w każdej z części.
Tę książkę czytałam dawno (w tym momencie Ula szuka post, gdzie wrzuciłam zdjęcie z pierwszą częścią). Serię zaczęłam dokładnie 30 kwietnia 2014 roku, więc to było jakiś czas temu. Mam nadzieję, że nic nie pomylę w czasie pisania recenzji.

Jak dowiedziałam się o tej książce: tak właściwie to nie wiem, czy to ze względu na film, czy na namowy koleżanki. Może to i to? Pamiętam, że premiera ekranizacji była w walentynki tamtego roku i bardzo chciałam ją zobaczyć. Oczywiście już to zrobiłam (i recenzję będzie mogli przeczytać wkrótce).


Troszkę o fabule: Teraz wyjrzyj przez okno (i tak wiem, że nie chce ci się ruszyć dupy, ale gratuluję, jeśli to zrobiłeś). Świat w książce jest dokładnie taki sam, jak za twoim oknem. Może z jednym wyjątkiem - istnieją dhampiry, skrzygi i moroje. Co to takiego? Trzy rodzaje wampirów. Dhampiry są prywatnymi ochroniarzami moroji, czyli coś w stylu rodziny królewskiej. Skrzygi to zmutowane wampiry, które chcą zabić lub zmienić w takich jak oni pozostałe "gatunki". Zapoznaliśmy się ze światem. Teraz co nieco o bohaterach. Rose jest dhamirem i chroni swoją najlepszą przyjaciółkę Lisę, która jest ostatnią ze swojego rodu, ponieważ jej rodzice i brat zginęli. Rose i Lisa mają specjalny dar- mogą widzieć, co robią one nawzajem.  Razem uciekły ze szkoły. Razem mieszkają i dbają o siebie m.in. Rose daje krew przyjaciółce. Niestety, nauczyciele szkoły szukali ich i to im się udało. Odnajduje je przystojny dhampiry - Dimitri.
Dziewczyny muszą wrócić do szkoły, choć to będzie najłatwiejszą przygodą ze wszystkich, które je spotkają.

Moja ocena: seria jest bardzo fajna, choć pamiętam tylko początek i koniec serii, a co się działo "po  drodze" jest za taką wielką chmurą. Co prawda świat jest fajnie zbudowany, historia bardzo oryginalna, ale czegoś brakuje, by cała opowieść była dokładnie zapamiętana. Mogę zdradzić, że fabuła "wychodzi" poza liceum, co nie za bardzo mi się podobało. Mimo wszelkich niedoskonałości polecam tę serię wszystkim fanom fantastyki.

Ocena:
7,5/10

poniedziałek, 20 lipca 2015

Book haul! + 100 post

Miałam w planach dodać zupełnie inny post, ale w piątek dostałam wielką paczkę (właściwie 4 paczki, ale większość to podręczniki) z książkami. Oczywiście muszę się wam pochwalić, bo ja kupuję książki tylko w lipcu, a resztę pożyczam z biblioteki lub pobieram w formie ebooka. (Oczywiście moim marzeniem jest mieć te wszystkie książki na półce, ale 1. Nie stać mnie na kupno ich wszystkich 2. Wybieram tylko takie z ładną okładką 3. W przyszłości i tak będę mieć je wszystkie.) Dziś rano poszłam do biedronki specjalnie po jedną pozycję, która będzie niespodzianką niewymienioną w stosiku.

Jest to także już setny post na moim blogu. To nie jest do końca prawda, ponieważ część starszych postów usunęłam, ponieważ usunęły mi się zdjęcia, które tam dodałam i nie potrafiłam ich znaleźć.
Mimo wszystko bardzo się cieszę, że akuratnie dziś jest ten jubileuszowy post.

Przejdę może już do książek. Od razu chcę zapewnić, że kiedyś pojawią się ich recenzje, ale najpierw muszę je przeczytać (XD), a potem ustawiają się w kolejce wszystkich recenzji, które muszę opublikować.

 Tak prezentuje się cały stosik:

1. "Szczygieł" - Donna Tartt
 2. "Papierowe miasta" - John Green
 3. "19 razy Katherine" - John Green 
 4. "Szukając Alaski" - John Green
 5. "Poradnik pozytywnego myślenia" - Matthew Quick
 6. "Zaginiona dziewczyna" - Gillian Flynn
 7. "Dawca" - Lois Lowry













"Szczygieł" - Donna Tartt 

Theo Decker cudem ratuje się z wybuchu. Z ruin muzeum wykrada niewielki, dziwnie fascynujący obraz. Ulubiony obraz matki, którą stracił w zamachu.
Szczygieł będzie towarzyszył Theo w podróży: od ekskluzywnych apartamentów przy Park Avenue po rozpustę półświatka w Las Vegas. Przez zakurzony labirynt podupadającego nowojorskiego antykwariatu po ciemne zakątki Amsterdamu. Obraz, który początkowo jest dla Theo bezcennym skarbem, z czasem sprowadzi go do podziemia handlarzy sztuką sprawi, że Theo znajdzie się w samym środku śmiertelnie niebezpiecznego, zaciskającego się kręgu.
Szczygieł to epicka powieść, która łączy w sobie elementy zagadki kryminalnej i Bildungsroman. To klasyczna opowieść o utracie i obsesji, przetrwaniu i tworzeniu siebie od nowa, i o bezlitosnych kolejach losu.
Szczygieł to największe wydarzenie literackie ostatnich lat - powieść zdobyła Nagrodę Pulitzera i Carnegie Medal, była nominowana do National Book Critics Circle Award i Baileys Women's Prize, znalazła się na listach najlepszych powieści roku wielu opiniotwórczych mediów. Była bestsellerem w wielu krajach i sprzedała się do tej pory w ponad trzech milionach egzemplarzy.

Gdy tylko zobaczyłam tą książkę w Empiku, pierwsza myśl to "Co to za książka?", druga to "Muszę ją mieć.". Tak szczerze, to tak jest w wypadku wszystkich książek. Jednak ta okładka tak pięknie wygląda, tak zachęca do przeczytania, że nie sposób jej się oprzeć.

"Papierowe Miasta" - John Green

Quentin Jacobsen - dla przyjaciół Q - ma osiemnaście lat i od zawsze jest zakochany we wspaniałej koleżance, zbuntowanej Margo Roth Spiegelman. W dzieciństwie przeżyli razem coś niesamowitego, teraz chodzą do tego samego liceum. Pewnego wieczoru w przewidywalne, nudne życie chłopaka wkracza Margo w stroju nindży i wciąga go w niezły bałagan. Po czym znika. Quentin wyrusza na poszukiwanie dziewczyny, która go fascynuje, idąc tropem skomplikowanych wskazówek, jakie zostawiła tylko dla niego. Żeby ją odnaleźć, musi przemierzyć setki kilometrów w USA. Po drodze przekonuje się na własnej skórze, że ludzie są w rzeczywistości zupełnie inni, niż sądzimy. Czy dowie się, kogo szuka i kim naprawdę jest Margo?
Papierowe miasta zadebiutowały na 5. miejscu listy bestsellerów "New York Timesa" i otrzymały w roku 2009 wyróżnienie Edgar Award w kategorii Mystery dla młodzieży. W wielu amerykańskich liceach i college'ach omawia się je wraz z tomem wierszy Walta Whitmana Źdźbła trawy, które odgrywają w powieści ważną rolę.

Musiałam kupić tę książkę zanim film wejdzie na polskie ekrany. (Zabrzmiało bardzo poważnie, jestem dumna z tego zdania.) Nie podoba mi się filmowa okładka, a chciałam mieć wszystkie książki Johna Greena w tej wersji (mam tylko Gwiazd Naszych Wina w filmowej wersji). Po za tym QUENTIN - to imię jest boskie! Ja czuję, że to będzie bardzo fajna postać.

"19 razy Katherine" - John Green

Katherine V uważała, że chłopcy są odrażający
Katherine X chciała się tylko przyjaźnić
Katherine XVIII rzuciła go drogą mailową
K-19 złamała mu serce
Colin Singleton gustuje wyłącznie w dziewczynach o imieniu Katherine. A te zawsze go rzucają. Gwoli ścisłości, stało się tak już dziewiętnaście razy. Ten uwielbiający anagramy, zmęczony życiem cudowny dzieciak wyrusza w podróż po Ameryce ze swoim najlepszym przyjacielem Hassanem, wielbicielem reality show Sędzia Judy. Chłopcy mają w kieszeni dziesięć tysięcy dolarów, goni ich krwiożercza dzika świnia, ale za to nie towarzyszy im ani jedna Katherine. Colin rozpoczyna pracę nad Teorematem o zasadzie przewidywalności Katherine, za pomocą którego ma nadzieję przepowiedzieć przyszłość każdego związku, pomścić Porzuconych tego świata i w końcu zdobyć tę jedyną. Miłość, przyjaźń oraz martwy austro-węgierski arcyksiążę składają się na prawdziwie wybuchową mieszankę w tej przezabawnej, wielowarstwowej powieści o ponownym odnajdywaniu samego siebie.

Szczerze, kupiłam tę książkę bez czytania opisu z myślą "Pewnie to o jakiejś Katherine, która pokazuje swoje dziewiętnaście twarzy". Moja wyobraźnia jest bardzo duża, ale w życiu nie wpadłabym na pomysł takiej fabuły. Jestem ciekawa tej książki mimo wybieraniu dziewczyn przez głównego bohatera na podstawie imienia.

"Szukając Alaski" - John Green

Życie Milesa Haltera było totalną nudą aż do dnia, gdy zaczął naukę w równie nudnej szkole z internatem. Wtedy spotkał Alaskę Young. Piękną, inteligentną, zabawną, seksowną i do bólu fascynującą. Alaska owinęła sobie Milesa wokół palca, wciągając go do swojego świata i kradnąc mu serce. Czy dzięki niej chłopak odnajdzie to, czego szuka? Wielkie Być Może - najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.
Głęboko poruszająca książka Johna Greena, porównywana z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera, to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźni, której doświadcza się na całe życie.
Bestseller "New York Timesa", laureat prestiżowej nagrody Michael L. Printz Award.

Nie powiem nic na temat tej książki, ponieważ już ją przeczytałam (LINK). Chciałam ją mieć na półce razem ze wszystkimi książkami Johna Greena, dlatego ją zakupiłam.

"Poradnik pozytywnego myślenia" - Matthew Quick

Poznajcie Pata. Pat ma pewną teorię - jego życie to film, który zakończy się happy endem, czyli powrotem do jego byłej żony. Pat musi tylko spełnić kilka warunków: robić codziennie setki brzuszków, czytać więcej książek, ćwiczyć bycie miłym i dwa razy dziennie łykać kolorowe pastylki. Niestety nic nie układa się tak, jak powinno. Na domiar złego za Patem łazi piękna, choć równie zwariowana jak on Tiffany, prześladuje go piosenka Kenny'ego G, a nowy terapeuta sugeruje zdradę jako formę terapii!
Pat nie przestaje jednak myśleć pozytywnie. Czy to wystarczy, by osiągną swój cel?
Dwoje do poprawki, czyli cudna historia nieźle zakręconej pary. Wciąga!!! - Dorota Wellman
Poruszająca, ale i zabawna powieść o realizacji marzeń oraz nadziei wbrew wszystkiemu. Polecam. - Marcin Prokop
Na podstawie powieści Poradnik pozytywnego myślenia powstał scenariusz filmu pod tym samym tytułem. Główne role zagrali Bradley Cooper (Pat) oraz Jennifer Lawrence (Tiffany). Partnerują im Robert De Niro (ojciec Pata)i Jacki Weaver (matka głównego bohatera). Wszyscy otrzymali za te role nominacje do Oscara, a sam film zebrał ich aż 8. Jennifer Lawrence uhonorowano Złotym Globem i Oscarem.

Dlaczego kupiłam tą książkę? I nie dlatego, że nie mogłam znaleźć ebooka, nie wiem jak możecie sobie tak myśleć.... Poza tym (według opisu) książka jest tak samo zwariowana jak ja, a czasem trzeba coś takiego przeczytać.

"Zaginiona dziewczyna" - Gillian Flynn

Jest upalny letni poranek, a Nick i Amy Dunne obchodzą właśnie piątą rocznicę ślubu. Jednak nim zdążą ją uczcić, mądra i piękna Amy znika z ich wielkiego domu nad rzeką. Podejrzenia padają na męża. Nick coraz więcej kłamie i szokuje niewłaściwym zachowaniem. Najwyraźniej coś ukrywa i bez wątpienia daleko mu od wymarzonego ideału - ale czy rzeczywiście jest zabójcą? Z siostrą Margo u boku próbuje udowodnić swoją niewinność. Jednak jeśli Nick nie popełnił zbrodni, co się stało z jego cudowną żoną?
Wciąga i zmusza do czytania z siłą czystego, lecz wstrętnego narkotyku. - The Chicago Tribune
Autorka na nowo odkrywa małżeństwo jako baśń o cynicznej symbiozie. Przeczytaj i pozostań singlem! - Financial Times
Pokrętnie dobre. - Marie Clarie
Mrożąca krew w żyłach, stylowa opowieść. - Elle
Zaginiona dziewczyna to piekielnie mroczny thriller z wyrafinowaną intrygą i wartką akcją. Gillian Flynn z właściwą sobie znajomością ludzkiej psychiki stworzyła powieść o małżeństwie, w którym bardzo źle się dzieje. Książka natychmiast podbiła serca krytyków i czytelników. Przeniesiono ją na ekran w reżyserii Davida Finchera.

Czasami mam chęć przeczytania czegoś krwawego. (Opowieść na dziś: Na lekcji języka polskiego pierwszy dzień omawialiśmy "Balladynę". Zapytana, co najbardziej podobało mi się w lekturze, powiedziałam: "Proszę pani, ja może jestem dziwna..." Na co pani przerwała mi i powiedziała, że słowo "dziwny" kojarzy się negatywnie. Lepiej jest powiedzieć "oryginalny". Tak więc poprawiłam się: "Więc ja jestem bardzo oryginalna, bo w książce najbardziej podobały mi się sceny morderstw.", "Rzeczywiście Ula, naprawdę jesteś dziwna".) Także bez komentarza.

"Dawca" - Lois Lowry

W społeczności, w której żyje Jonasz, wszystko jest idealne. Specjalnie dobrane kobiety rodzą dzieci, które trafiają potem do odpowiednich jednostek zwanych komórkami rodzinnymi. Każdy ma przypisanych rodziców i pracę. Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy, by zadawać pytania. Wszyscy są posłuszni. Nie ma konfliktów, nierówności, rozwodów, bezrobocia, niesprawiedliwości... ani możliwości wyboru.
Wszyscy są tacy sami.
Z wyjątkiem Jonasza.
Podczas ceremonii dwunastolatków dzieci z dumą przyjmują przydzielone im życiowe role. Ale dla Jonasza wybrano coś specjalnego. Ma rozpocząć szkolenie u tajemniczego starca zwanego Dawcą. Jonasz stopniowo uczy się, że moc tkwi w uczuciach. Ale kiedy jego własna siła zostaje wystawiona na próbę - kiedy musi uratować kogoś, kogo kocha - może nie być gotowy. Czy jest za wcześnie? Czy za późno?

Opis troszkę przypomina mi "Niezgodną", ale podobno tak ma się tylko wydawać, ale w rzeczywistości książka bardzo się różni. Kupiłam ją, bo chciałam oglądnąć film, a ja działam zgodnie z zasadą "Najpierw książka, później film."

Teraz opis niespodziankowej książki, którą kupiłam dzisiaj w Biedronce.

"Następczyni" - Kiera Cass

Księżniczka Eadlyn dorastała, słuchając niekończącej się opowieści o tym, jak spotkali się jej rodzice. Dwadzieścia lat temu America Singer zgłosiła się do Eliminacji, podbiła serce księcia Maxona - i żyli długo i szczęśliwie. Eadlyn zawsze uważała tę piękną opowieść za romantyczną, ale bynajmniej nie marzyła o tym by ją powtórzyć. Gdyby to od niej zależało, odwlekłaby małżeństwo tak długo, jak to możliwe.
Ale życie księżniczki nie należy tylko do niej samej i Eadlyn nie może uciec od własnych Eliminacji - nawet jeśli sprzeciwia się im z całego serca.
Eadlyn nie liczy na wielkie uczucie, jest pochłonięta sprawami kraju i stara się jak najlepiej przygotować do pełnienia roli przyszłej władczyni. Okazuje się jednak, że pośród 35 kandydatów do jej ręki pojawia się ktoś, kto ma szansę zdobyć serce księżniczki. A także udowodnić, że szczęśliwe zakończenie nie jest nieprawdopodobne, jak zawsze sądziła.

Tą książę przeczytałam już miesiąc temu. Jest to (jak na razie) ostatnia część serii "Rywalki". Moim zdaniem będzie kolejna część, ponieważ wszystkie emocje zakończyły się w połowie, czyli wszystko jest takie niedopowiedziane.

To już koniec tego wielkiego postu. Mam nadzieję, że nadrobiłam 13 dni mojej nieobecności. Następny post będzie za tydzień i będzie to albo recenzja serii "Akademia Wampirów" albo "Social Media Book TAG", także w komentarzach możecie napisać, co byście chcieli zobaczyć. Do zobaczenia!

wtorek, 7 lipca 2015

seria "Wybrani" - recenzja książkowa

Z racji, że nie mam weny pisania "ciekawych" postów o czymkolwiek co znajduje się lub dzieje się wokół mnie, dziś możecie przeczytać recenzję o serii "Wybrani".


Jak pierwsza dostała się w moje ręce: poleciła mi ja koleżanka twierdząc, że muszę to przeczytać, na pewno mi się spodoba, bo to jest FANTASTYCZNE!! - tak zaczęłam. I czytałam, i czytałam, i czytałam, i czytałam dłużej. (Teraz taka historia z mojego dzieciństwa zupełnie niezwiązana z tematem: W pierwszej lub drugiej klasie otrzymaliśmy zadanie domowe, w którym trzeba było rozwinąć zdanie proste. Jedno z sentencji brzmiało: "Piesek siedzi.". Ula miała w swym krótkim życiu dużo piesków i wiedziała, że siedzący piesek tylko siedzi, nawet nie merda ogonem, bo pieski Uli merdały ogonem stojąc. Więc Ula zaczęła rozwijać zdanie - piesek siedzi i siedzi. Co napisać dalej? Ula nie mogła napisać "i wstaje", bo to brzmiało co najmniej absurdalnie. Jak Ula skończyła zdanie? "Piesek siedzi i siedzi dłużej" ;D) O czym to ja.. A tak. I dobrnęłam do ostatniej strony ostatniej części. Dwa tygodnie skończyłam tę serię, a co dalej, dowiecie się w mojej opinii.

Zarys historii: Allie jest buntowniczką. Zadaje się z dziwnym towarzystwem, ale w rzeczywistości ma wyjaśnienie - jej ukochany starszy brat zaginą. Rodzice dziewczyny zauważają problem, gdy odbierają córkę z aresztu (kolejny raz). Zapisują ją do Akademii Cimmeria, elitarnej szkoły do której chodzą dzieci wpływowych osób na całym świecie. Szkoła jest otoczona lasem, a na mapach nie istnieje. Gdy pierwsze dni Allie w szkole mijają, dziewczyna zauważa wiele "dziwactw" np. brak internetu, zakaz używania sprzętów elektronicznych, posiłki o danych porach, a także oddzielne skrzydła mieszkalne dla chłopców i dziewcząt. Nastolatka narzeka na szkołę, ale po dramatycznym zdarzeniu zaczyna rozumieć, że szkoła skrywa wiele tajemnic. Musi podjąć także decyzję co do swojego "chłopca na białym koniu".

Dla mnie: seria jest troszkę wyżej oceny "poprawna". Wydarzenia są nieprzewidywalne, akcja cały czas trwa, jednak czasami w powieściach można zauważyć monotonię tych samych wydarzeń, co stawało się nudne. W każdej książce był osobny kawałek problemu Allie, co wzbudzało moją ciekawość. Dostaje ode mnie 1 punkt więcej za to, że została z chłopakiem, którego obstawiałam od początku.

Moja ocena: 7/10

czwartek, 2 lipca 2015

Nowa nazwa i problemy z internetem

Dziś post o tym, dlaczego nie było wczoraj posta, dlaczego przeszłam małe załamanie nerwowe oraz dlaczego mam nową nazwę bloga.

Zacznijmy od problemów z internetem, bo tak właściwie wszystko się zaczęło.
W poniedziałek napisałam wam o maratonie filmowym, napisałam maile do ponad 40 blogerek, czy nie chciały by napisać o akcji u siebie, komentowałam (właściwie spamowałam) posty na fb... w skrócie rozprzestrzeniłam maraton na 20 różnych sposobów. We wtorek przychodzą panowie, aby zmienić antenę na większą, a zarazem i sygnał internetowy był większy. Bardzo się ucieszyłam, że tacy mili panowie chcą poprawić mi sygnał kilka dni przed maratonem... Aż do wieczora moja radość była wielka. Niestety o 20:00 sygnał padł aż do 7:00. W środę (wczoraj) miałam tyle spraw na głowie, że usiadłam przy laptopie o 20:00, kiedy już nie miałam internetu. Tutaj zaczyna się moje załamanie nerwowe. I nie chodzi tylko o panikę, że znowu odwołam jakąś akcję na blogu, że stracę moje cenne 10 osób, które często odwiedzają mojego bloga (które serdecznie pozdrawiam), to przerodziło się w koszmar nocny. Śniło mi się, że przyszedł do mnie jakiś gościu i zaczął się na mnie wydzierać, przez co obudziłam się o 3:00, nie spałam 2 h.... Nadszedł poranek dnia dzisiejszego (czwartek). Otworzyłam oczy około 8:00 i sprawdzając na telefonie internet, jakoś tam chodził. Ja już stwierdziłam, że usunę bloga, założę nowe konto na google, stworzę nowego bloga..... I już to zrobiłam, jednak przyjechali ci "mili" panowie i zmienili mi antenę na starą. Jednak stwierdziłam, że stara nazwa mi się podoba i ją zmieniłam. Niestety nie mogę zmienić od razu do tej nazwy witrynę internetową, gdyż muszę czekać 3 miesiące, żeby blogger uznał że tamta nazwa jest wolna.

I to cała historia, która tak przeplata się między sobą i streszczająca moje nerwy ostatnich trzech dni. Mam nadzieję, że wieczorem internet będzie chodził (dam wam znać jutro). Tymczasem do zobaczenia w następnym poście.

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Maraton filmowy #1

Dziś wspomnę o zbliżającym się pierwszym maratonie filmowym, który mam zamiar zorganizować.
Chcę robić coś takiego co tydzień, zobaczymy ile osób będzie gościło na tym maratonie.
Startujemy czwartego lipca (sobota) o godzinie 21:00. Mam w planie, aby wszystko skończyło się koło godziny 6:00 następnego dnia.
Na każdym maratonie będzie tematyka ogólna grupy filmów (żeby się nie zdarzyło, że z dramatu przejdziemy do musicalu).
Teraz będą to filmy komediowe.
Lista filmów:
1. Bez miłości ani słowa (21:00 - 22:40)
2. O północy w Paryżu (22:40 - 00:20)
3. Dwoje do poprawki (00:30 - 2:10)
4. Nauczycielka angielskiego (2:10 - 3:50)
5. Pan i Pani Smith (4:00 - 6:00)

Będę przyjmować propozycje filmów do piątku, abym zdążyła pozmieniać grafik, dlatego śledźcie tą notkę, aby sprawdzać na bieżąco, co się zmieniło.
Pomiędzy drugim a trzecim filmem jest przerwa 10 minutowa, ponieważ transmisja może trwać maksymalnie 8 godzin, więc utworzę nową na którą musicie się przełączyć.
Nie obiecuję, że wszystko zacznie się punkt 21:00, bo w sobotę o 20:10 mam wizytę u ortodonty (która, mam nadzieję, przełoży wizytę troszkę wcześniej, bo przecież zawsze tak robi).
Transmisja będzie nadawana przez konto na youtube (link znajdziecie na pasku bocznym).
Mam nadzieję, że znajdzie się choć 10 osób, które chcą wziąć udział w maratonie. Jeśli jesteś blogerem i chcesz dać rozgłos akcji, wklej banner, który znajduje się poniżej.

To chyba wszystko, co chciałam napisać.... A, coś jeszcze. Umieściłam nową zakładkę "Maratony filmowe" w której będą wszystkie linki dotyczące danego maratonu. 
To już naprawdę wszystko, mam nadzieję, że widzimy się w sobotę. Pa!

Początki codzienności

Hej, dziś tak na szybko chciałam opowiedzieć o zbliżających się wydarzeniach związanych z blogiem.
1. Wczoraj skończyłam czytać ostatnią część "Wybranych" - "Niezłomni". O moich wrażeniach będzie mowa w recenzji całej serii.
2. Dziś czytam "Eleonorę i Parka" i skończę pewnie jutro. Jak dla mnie na razie książka jest poprawna, choć powoli skłania się do oceny "nużąca". Więcej niebawem w recenzji.
3. Powoli organizuję maratony filmowe, chciałabym je zacząć w ten weekend. Nie wiem tylko, czy będę je robić z piątku na sobotę, czy z soboty na niedzielę, o tym piszcie mi w komentarzach.
4. Dziś pojawi się (wieczorem) recenzja jakiejś książki, nie będę wam zdradzać jakiej.
5. Posty będę pisać codziennie. Będą one różne, od recenzji po lifestyle.

O wszystko możecie pytać w komentarzach, ja zabieram się do pracy...

środa, 24 czerwca 2015

Moje postanowienia wakacyjne.

Nie było mnie tu dłuższy czas i nie będę (znowu) pisać, jak bardzo mi przykro i tłumaczyć się, dlaczego nie miałam czasu. (Udawajmy, że tak miało być).
Chciałam coś napisać wczoraj, ale miałam kompletnego doła (przez 1,5 h słuchałam "See you again" i grałam w pasjansa), dlatego piszę do was dziś.
Koniec roku się zbliża, a ja postanowiłam zrobić listę rzeczy do osiągnięcia przez wakacje. Oto ona:
1. Dokończyć "Zniszcz ten dziennik".
2. Oglądnąć filmy z listy. (której wam na razie nie zdradzę)
3. Być na bierząco z odcinkami "Pretty Little Liars"<3
4. Przeczytać 10 000 stron.
5.  Przejść/przebiec 100 km.
6. Przejechać na rowerze 150 km.
7. Posprzątać (gruntownie) mój pokój.
8. Wyplewić parę razy ogródek.

To jest moja lista. Będzie też parę niespodzianek do moich czytelników, których na razie straciłam przez moje lenistwo. Jeśli ty to czytasz, mam nadzieję, że zostaniesz moim stałym czytelnikiem.

Przez wakacje muszę też wyrzucić (lub przerobić) moją biblioteczkę, ponieważ wszem i wobec ogłaszam, że dziś skończyło mi się miejsce na półkach. Muszę wynieść te regały, aby na jednej ścianie mieć tylko półki na książki.
Z tym wiąże się kolejna niespodzianka, a właściwie dwie. Jedną muszę zacząć promować, aby chociaż 10 osób wzięło w niej udział. Chodzi o maratony filmowe, które będę nadawać na żywo przez youtube'a. Zostajecie w domu, nie macie co zrobić wieczorem, więc wspólnie, jakąś małą grupką możemy zrobić noc filmową. Właśnie dlatego jeszcze nie chcę zdradzać listy filmów, żeby chociaż to zostało jeszcze niespodzianką. Dajcie znać, czy mój pomysł jest dobry.
Drugim pomysłem jest zaczęcie nagrywania na youtube. Dzięki moim nowym półkom będę miała ładne tło do filmików. Chciałabym otworzyć kanał najpóźniej we wrześniu i obowiązkowym punktem są półki. Wiadomo, że na początku nie będą to profesjonalne filmiki, ale z czasem powinnam się rozkręcić.

Jest jeszcze trzecia rzecz, o której chciałabym wspomnieć. Pod główną nazwą mojego bloga dodałam mój ulubiony cytat, który przez ostatni rok mi towarzyszy. Chcę tu nawiązać do ogromnej społeczności blogowej. Dla mnie to jest tłum, z którego chciałabym się wyróżnić, dlatego co chwilę coś zmieniam, żeby coraz więcej rzeczy się wyróżniało, stąd pomysł z maratonami. Oczywiście będę pisać recenzje, ale chcę się czymś wykazać. Mam nadzieję, że dużo osób mnie zrozumie.

To chyba tyle w tym poście. Będę dodawać posty regularnie (może nawet i codziennie?), a w każdym będzie zamieszczone, co udało mi się dziś osiągnąć z listy wakacyjnych postanowień. Dajcie mi znać, czy moje pomysły są fajne i do zobaczenia!

sobota, 23 maja 2015

"Pitch perfect" - przegląd filmowy

Jest sobota wieczorem i stwierdziłam, że fajnie byłoby polecić wam jakiś film na dzisiejszy wieczór. Ten oglądnęłam miesiąc temu i już dawno chciałam o nim napisać, ale dopiero dzisiaj ukazuję ten post.

Jak natknęłam się na ten film? Po prostu miałam wolny wieczór i chciałam obejrzeć jakiś fajny film (czyli w przeciwieństwie do większości moich zwariowanych historii ta jest normalna). Nie! Teraz przypomniałam sobie historię, która jest związana z tym filmem. 
Były wakacje i szukałam fajnych piosenek na youtube. Zobaczyłam "When I'm gone" Anny Kendrick. Później oglądałam filmiki, jak wiele ludzi gra ten rytm dzięki kubkowi. Następnego dnia wstałam i zaczęłam się sama tego uczyć (zajęło mi to 15 minut). Z racji tego, że to piosenka z filmu o którym mam wam opowiedzieć, musiałam go kiedyś oglądnąć, ale minęło trochę czasu, jednak osiągnęłam swój cel.
Zarys historii: Beca zaczyna swoją przygodę z uniwersytetem (dodam, że jej ojciec jest tam wykładowcą). Dziewczyna próbuje przekonać swojego tatę, aby mogła pójść do wymarzonej szkoły, gdzie mogłaby rozwijać swoją pasję DJ'a. Niestety po wielu próbach się nie udaje, więc idzie poszukać sobie zajęć pozalekcyjnych. Zapisuje się do zespołu acapella, który próbuje dostać się do finału ważnego konkursu. Oczywiście jest także wątek miłosny, ale tego już nie będę wam zdradzać.
Moim zdaniem film jest bardzo fajny, szczególnie dla osób, które chcą oglądnąć coś obyczajowego z dawką humoru. Polecam ten film na wieczór taki jak dzisiaj. Oczywiście czekam na drugą część w internecie, ale zanim to nastąpi będziecie musieli troszkę poczekać.

Ocena:
9,5/10

poniedziałek, 18 maja 2015

seria "Igrzyska Śmierci" - recenzja książkowa

Tydzień zaczynamy od jednej z moich ulubionych serii, czyli "Igrzyska Śmierci". Myślę, że każdy oglądnął przynajmniej jedną część z kilku filmów, które zostały nakręcone. Mam nadzieję, że tą recenzję będzie wam się miło czytać.


Jak znalazłam te książki? To chyba pytanie retoryczne: film. A jak dostałam się do filmu? To już dłuższa opowieść i jak zawsze, musicie o tym poczytać.
Siedziałam sobie wieczorem w sypialni rodziców sama w domu. Szukałam w telewizji coś ciekawego do oglądania i... tak, tak końcówka tego zdania nie jest nieprzewidywalna. Trafiłam na pierwszą część tej serii filmów. Zaczęłam od momentu, kiedy trybuci biegną do Rogu Obfitości, ale następnego dnia oglądnęłam początek, tak żeby znać te pierwsze sceny. Tak mi się spodobała ekranizacja, że kupiłam sobie książkę (albo ją od kogoś dostałam, nie pamiętam) i w dwa dni przeczytałam. Tak jestem fanką tej serii do dziś i w tym momencie przypomniałam sobie fajną przygodę (jak nie chcecie czytać o moich historiach, przewiń sobie kawałek dalej). Wyobraźmy sobie: Delikatesy Centrum (sieć sklepów dosyć znana), połowa lutego, Ula z mamą są w sklepie. Przy kasie jest taka mini biblioteczka, gdzie do gazet dołączane są jakieś książki lub filmy (oczywiście, że je przeglądam). Mama Uli już płaci, aż tu nagle ja piszczę (oczywiście tylko chwilkę). Mama pyta co się dzieje, ale ja udaję, że nic się nie stało. Już jestem w samochodzie, a ja proszę mamę, czy mogę się wrócić, bo widziałam coś fajnego. Prędkością strusia pobiegłam, chwyciłam gazetę do której dodatkiem była 1 część filmy "Kosogłos". Pani ze sklepu dziwnie się popatrzyła (nie na mnie, a na gazetę), ale sprzedała mi ją. Potem 15 minut (czas powrotu do domu) przytulałam mój łup.
Dobrze, to już koniec opowieści, teraz przejdźmy do jakiejkolwiek recenzji.

Troszkę streszczenia (bez spojlerów): Katniss Everdeen mieszka ze swoją młodszą siostrą, mamą i kotem (w 3 części to zwierzątko ma znaczenie) w małym domku. Oczywiście dziewczyna ma chłopaka, Gale'a. Państwo podzielone jest na Kapitol oraz 12 dystryktów (właściwie 13, ale ostatni dystrykt został zniszczony podczas wojny). Co roku odbywają się dożynki, gdzie z każdego dystryktu losowanych jest dwóch trybutów, którzy biorą udział w igrzyskach. Ma to przypomnieć o wojnie. (oczywiście Kapitol nie bierze udziału w igrzyskach, oni tylko je organizują). Siostra Katniss zostaje wylosowywana na trybuta. Główna bohaterka zgłasza się za Prim. Dalej sprawy toczą się inaczej, niż by tego chciała....

Mam nadzieję, że tym krótkim wstępem zachęciłam was do lektury. Dla mnie książka jest super, bo pokazuje tak naprawdę nasz dzisiejszy świat, tyle tylko, że jest to bardziej podkoloryzowane. Polecam ją dużej grupie osób, przede wszystkim osobom, które lubią temat polityczny powiązany z wojną.

Ocena:
9/10

niedziela, 17 maja 2015

...

Jest niedziela, godzina 22:22, a ja piszę post na szybko. Poprzednio mieliście mi dać jakieś zadania, które będę robić przez parę dni.
Przyjmuję wyzwania:
- więcej recenzji książek
- narysuj coś
- posty o codziennych stylizacjach
- rób codziennie przez tydzień 150 brzuszków 

Mam nadzieję, że wytrwam (szczególnie z brzuszkami), więc trzymajcie za mnie kciuki. W pasku bocznym pojawi się ta lista i będę wykreślać poszczególne punkty po ich zrobieniu. 
Biorę się do pracy, a wam życzę dobranoc!

sobota, 16 maja 2015

Wyzwanie dla mnie

Hej. Dziś post będzie krótki. Jak wiecie, ja ciągle zmieniam coś na swoim blogu. Nie wiem, czy będę kontynuować recenzje. Na razie chciałabym znaleźć coś do roboty. Pomimo, że oceny mam nie najlepsze (choć średnia 4,14 nie jest zła, prawda?) to chciałabym znaleźć jakieś zajęcie, które mogłabym opisywać na blogu, bo na razie moje życie jest nudne i nie mam o czym pisać. Mam do was wielką prośbę. W komentarzach podajcie mi wyzwania np: czytanie więcej książek, oglądnięcie jakiś filmów, napisanie opowiadania.... Zdaję się na waszą inwencję, choć będę wykonywać tylko wyzwania realne (naucz się religii na środę, choć uczę się tego już miesiąc nie jest rzeczą realną). Mam nadzieję, że do jutra (niedziela) pojawi się choć jeden komentarz. W czasie robienia zadań będę je opisywać na blogu i mam nadzieję, że jakkolwiek was to zaciekawi. Możecie także podawać własne pomysły na post, choć zacznę wchodzić w tematykę modową. Jeszcze mam pomysł, żeby przez youtuba robić wieczorne seanse filmowe, jeśli ktoś siedzi w domu i nie ma co robić w weekend, fanie sobie w jakiejś mini grupie oglądnąć film.
To chyba tyle. Będę się starała przywrócić życie na blogu.

środa, 8 kwietnia 2015

Zostań ze mną i przeczytaj do końca, bo właśnie zmieniam swoje życie!

Tak, tytuł nie jest przypadkowy. Co z tego, że postanowiłam odwrócić swoje życie o 360 stopni o godzinie 0:30 w środę 8 kwietnia (ja mogę tak długo siedzieć, bo jestem chora i nie idę do szkoły hehe). Zmiana może i typowa, bo chcę schudnąć. Tak, nie macie omamów wzrokowych. Ja Ula, leń i żarłok postanawiam schudnąć (jakbym składała ślubowanie xD). W tym poście możecie przeczytać o moich rozterkach ćwiczeniowych oraz planach do końca wakacji, dlatego zlituj się człowieku i chociaż jednego posta przeczytaj do końca (inne notki też możesz, ale ta jest dla mnie najważniejsza).

Tylko raz wzięłam się za jakieś treningi ćwiczeń i nawet dobrze szło... przez 5 tygodni. Później sobie mówiłam "A tam, nadrobię jutro!". I to koniec mojej kariery.
Drogi czytelniku, nie myśl, że nigdy nie schudłam! Było tak na wakacjach 2014 roku, kiedy to założyłam sobie niewidoczny aparat ortodontyczny (o mojej karierze stomatologicznej mogłabym napisać osobny post i może kiedyś tak zrobię, w każdym bądź razie to był dla mnie cud techniki). Było to na początku lipca, bo chciałam, żeby w szkole się nie śmiali ze mnie, że dziwnie mówię, a w tym samym czasie jechaliśmy do Bułgarii ze znajomymi. Na miejscu starałam się jeść mało, bo nie wiedziałam za bardzo co mogę, a czego nie mogę. Na moje szczęście na śniadanie zawsze był makaron z serem (a niby taki tuczący), a na obiad i kolację frytki z ketchupem (jak byłam mała jadłam to nałogowo, także to był mój mały powrót do dzieciństwa). Jadłam wolno i wszystko przepijałam wodą, a w ramach słodkości były lody. Tak w 15 dni schudłam 4 kg. Nie potrwało to długo, bo wróciłam do szkoły...
No i do tej pory nic nie robiłam aż do teraz (do godziny prawie 1:00)! Postanowiłam wziąść się za siebie, bo w końcu do wakacji niecałe trzy miesiące, a święta mamy już za sobą...
Ja postanowiłam założyć konto na stronie vitalia.pl, gdzie każdy znajdzie wyzwanie dla siebie. Można nie jeść słodyczy przez miesiąc, albo chodzić po górach w zależności, co najbardziej ci odpowiada. Ja biorę się do roboty i mam nadzieję, że ktoś do mnie dołączy. Możecie pochwalić się swoimi dokonaniami w komentarzach, a ja tym czasem zbieram się do spania.


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

"Gwiazd naszych wina" - recenzja książkowa

Dziś post o książce, która była, jest i jeszcze długo będzie jedną z najpopularniejszych książek wśród literatury młodzieżowej. Mowa o "Gwiazd naszych wina".

Tą książkę dostałam na urodziny od mojej koleżanki na urodziny, a przeczytałam ją miesiąc później w jeden dzień. To był poniedziałek o 3:00 rano obudziłam się i nie mogłam zasnąć, a przy moim łóżku leżała jeszcze nie zaczęta powieść. Stwierdziłam, że przeczytam 3 rozdziały i na pewno zasnę. (Też macie zabawę "ile uda mi się przeczytać rozdziałów w jedną noc"?)Tak czytałam od 3:30 do 6:00, bo wtedy zadzwonił budzik. Wtedy zostało mi 3 rozdziały, które skończyłam po południu. 

Troszkę streszczenia: Hazel, główna bohaterka, jest chora na raka. Ma depresję, całymi dniami siedzi w pokoju, Po wielu namowach jej mamy dziewczyna idzie na zebrania grupy wsparcia. I w tym momencie mamy happy start (bo przecież to początek książki, więc nie może być happy end). Hazel poznaje tam Augustusa. Nie chcę wam zdradzać więcej, miejcie radość.

Książka jest i fajna i nie fajna. Dla mnie to taka oczywista opowieść z nieoczywistym zakończeniem. Mam do niej bardzo mieszane uczucia, ale muszę wystawić jakąś ocenę, więc:

Ocena:
5/10

sobota, 4 kwietnia 2015

...

Po przerwie  nareszcie mam niewiele czasu, aby napisać parę postów. Niestety rozchorowałam się w święta i nie jeżdżę do rodziny, a siedzę sobie w moim kochanym łóżeczku wraz z bólem głowy, katarem i  kaszlem. Mam czas na czytanie i pisanie notek. Niestety nie mogą one pojawiać się często, więc już zapowiadam, że możecie ich wyczekiwać raz w tygodniu. Będą się pojawiały te serie co zwykle, a może poszerzę kolekcję o jeszcze jedną, ale tego nie jestem pewna. W komentarzach podawajcie tematy o których mogę pisać w "Co myślę o..."

środa, 25 marca 2015

Parę słów wyjaśnienia...

Cześć. Dawno tu nie pisałam (ostatnio 17 dni temu) i stwierdziłam, że przydałoby się parę słów o moich krótkich, ale częstych wakacjach. Niestety nauczyciele chcą wyleczyć nas sprawdzianami, abyśmy mieli spokój przez święta, a więc mam tyle nauki, że nie wiadomo w co ręce włożyć. Mam wielką nadzieję, że w środę uda mi się coś napisać. Myślę, że rozumiecie mój obecny stan sytuacji...

niedziela, 8 marca 2015

"albo albo" TAG

Dziś (niestety) na moim blogu pojawi się tag. Niektórzy już wiedzą, że ja tagów nie lubię, bo to jest wg mnie napisanie czegokolwiek na blogu, żeby nie mieć do siebie pretensji, że nic nie napisałem/am. Więc pytanie: dlaczego piszę tag? Nominowała mnie (dała mi karę) Iza z bloga Zawsze Uśmiechnięte.
Tag jest związany z moimi nawykami czytelniczymi.


1. Wolisz czytać tylko trylogie czy tylko powieści jednotomowe?
W trylogiach bardziej rozwija się fabuła i dłużej jesteśmy w całej akcji, natomiast w powieściach jednotomowych jest więcej zdarzeń w krótszym czasie. Chyba wolę powieści jednotomowe.

2. Wolisz czytać tylko autorki czy tylko autorów?
Pytanie jest idiotyczne, bo treść książki nie zależy od płci, tylko od tego co pisarz/pisarka ma w środku i jak rozwinie fabułę. Wolę to i to.

3. Wolisz kupować tylko w Empiku czy tylko w sklepach internetowych?
(Wkurza mnie w tych pytaniach słowo "tylko". Tak, jakbyś ty dostał/a pytanie "Wolisz jeść na śniadanie tylko kanapki czy tylko jajecznicę?")
Nienawidzę Empiku, bo są tam bardzo drogie książki i jest to nieopłacalne, chyba, że chcemy kupić jakąś serię, wtedy łatwiej tam iść, niż kupować po jednej książce. Ja osobiście kupuję na stronie aros.pl lub w biedronce (chodzę tam raz na miesiąc i wychodzę z pięcioma książkami, chodź idę po max dwie). Podsumowując, wolę kupować w sklepach internetowych.

4. Wolisz, żeby wszystkie książki zostały zekranizowane czy żeby przekształcono je w serial?
Nie odpowiem na to pytanie, bo nie chcę, żeby WSZYSTKIE książki zmieniono w coś do oglądania.

5. Wolisz czytać 5 stron dziennie czy 5 książek tygodniowo?
Dobrze, że pytanie nie brzmi "Czytasz 5 stron dziennie czy 5 książek tygodniowo?", bo rzeczywiście czasem mam czas czytać w drodze do i ze szkoły, a wtedy moje czytanie wynosi jakieś 15 stron dziennie, jednak wolałabym czytać 5 książek tygodniowo.

6. Wolisz być profesjonalnym recenzentem czy autorem?
Zdecydowanie recenzentem. Kiedyś próbowałam pisać jakieś opowiadania, ale w moim przypadku książka rozwija się bardzo długo, a koniec jest zaskakująco krótki. Zdecydowanie wolę być profesjonalnym recenzentem.

7. Wolisz czytać 20 książek w kółko czy sięgać po nowe pozycje?
Jeszcze nigdy nie przeczytałam jednej książki dwa razy, bo nie lubię marnować czasu na coś, co już poznałam. Wolę sięgać po nowe pozycje.

8. Wolisz być bibliotekarzem czy sprzedawcą książek?
Szczerze, to nie ma dla mnie większego znaczenia, bo obie prace są związane z książkami.

9. Wolisz czytać ulubiony typ literatury czy wszystko poza ulubionym typem?
Kolejne pytanie bez sensu. Jak można czytać wszystko poza tym co się najbardziej lubi? Dlatego odpowiem tak: "Życie jest za krótkie, aby ciągle stać w jednym miejscu."

10. Wolisz czytać książki fizyczne czy e-booki?
O fizyce książek nie lubię. Myślę, że chodziło o "fizycznie", czyli na prawdę. To kolejne pytanie, które dobrze, że nie brzmi: "Czytasz książki FIZYCZNIE czy ebooki?". Szczerze, częściej korzystam z ebooków, bo szkoda mi moich książek i często mam i tak ciężki plecak, jednak wolę czytać książki FIZYCZNIE.

To już koniec moich męczarni. Nie będę nikogo na nie skazywać, chyba że bardzo chcecie, to napiszcie w komentarzu.

poniedziałek, 2 marca 2015

Konkurs

Dziś szybko, krótko i na temat. Biorę udział w konkursie, w którym można wygrać kartę podarunkową do rossmana lub empiku o wartości 100 zł, więc jest o co walczyć. Nie będę opowiadać szczegółowo o całym konkursie, po prostu kliknijcie w obrazek poniżej.


sobota, 28 lutego 2015

"Spring Breakers" - przegląd filmowy

Oficjalnie na mojego bloga wchodzi seria "przeglądów filmowych". Będą to (jak sama nazwa wskazuje) recenzje filmów, które oglądałam.
Zaczniemy od filmu z moją idolką (jeśli jesteście tu pierwszy raz, pewnie nie wiecie, że jest nią Selena Gomez).

Oglądnęłam (wymęczyłam właściwie) ten film tylko dla tego, że gra tam Selena. Film nie szczególnie mi się podobał. Film nie przekazywał żadnych głębszych wartości (poza tym, żeby nie wsiadać do auta obcego gościa, choć tą myśl na dnie Rowu Mariańskiego), ani nie śmieszył, więc był nijaki. Żeby nie rozpisywać się w przymiotnikach takich jak: denny, mdły, słaby, nudny itp. może przejdę do krótkiego streszczenia.

Akcja rozpoczyna się, kiedy cztery przyjaciółki chcą wyjechać na ferie (u nich są takie "ferie wiosenne"), jednak nie mają wystarczająco pieniędzy. Najbardziej religijna Faith (na szczęście gra ją Selena) nic nie wie o przyszłych przygodach kumpelek. Pozostałe trzy okradają sklep. Zabierają ze sobą Faith i jadą na wypoczynek pełen imprez i alkoholu (żeby tylko....). Podczas wakacji na Florydzie dziewczyny idą na imprezę, podczas której przyjeżdża policja. (nie pamiętam dokładnych szczegółów, ale...) Dziewczyny zostają zatrzymane przez policję, jednak w krótkim czasie zostaje wpłacona kaucja, od jakiegoś ktośa. Wychodząc, zatrzymuje je Alien, tajemniczy ktoś. Zabiera je z dala od policji, aby opowiedzieć im całą historię. W późniejszym czasie przyjaciółki dowiadują się, że ktośek zabija i okrada bogatych (mniej więcej). Proponuje im współpracę, jednak Faith nie godzi się na taki układ i .... To właśnie moment, gdzie urywam swoje wypociny, mając nadzieję, że przyjmiecie ten ciężki trud i jednak zobaczycie tą ekranizację.

Ocena:
5/10

 Film ten jest tylko dla zabicia czasu i niczego więcej.

W komentarzach piszcie, jakich filmów chcielibyście zobaczyć recenzje. 

sobota, 21 lutego 2015

seria "Zmierzch" - recenzja książkowa

Dziś możecie poczytać o jednej z bardziej znienawidzonych serii pt. "Zmierzch". Zanim stwierdzicie, że jestem negatywnie na ten temat nastawiona, przeczytajcie moją recenzję.


Jak znalazłam tę książkę? Chyba nie trudno się domyślić: poprzez film. Książka nie jest zachwycająca: trójkąt miłosny i nadnaturalne postaci. Przeczytałam ją rok temu i wtedy mi się podobała, ale jak przypominam sobie tą całą historię, to czuję, że mi nie dobrze. To jest książka dla osób w wieku 10-12 lat, żeby ktoś się poczuł takim "fejmem". Dla mnie to taka zwyczajna książka bez jakichkolwiek zaskoczeń. 

Teraz troszkę streszczenia:
Siedemnastoletnia Bella Swan przeprowadza się od mamy do swojego ojca (rodzice są po rozwodzie), ponieważ ojczym dziewczyny dużo podróżuje i mama Belli chce latać razem z nim. Isabella zamieszkuje Forks, deszczowe i ponure miasteczko, gdzie jej tato jest komendantem w miejscowej policji. Nastolatka przychodzi na swoją pierwszą lekcję, na której musi usiąść z Edwardem Cullenem, nieziemsko przystojnym chłopakiem (przecież to by było nienormalne, gdyby ktoś z nim siedział). Bella próbuje rozgryźć jego charakter, gdyż on sam nie jest za bardzo rozmowny. Ze znajomych ma tyko Jacoba Blacka, którego znała z wakacji, bo właśnie wtedy przyjeżdżała do ojca, niestety on nie chodzi do jej szkoły. Poznając kogoś nowego, Bella siedząc w stołówce poznaje całą rodzinę Cullenów, lecz tylko z oddali. Mija kilka dni, kiedy siedemnastolatka poznaje sekrety miasteczka, a jej życie zmienia się w śmierć.

Jestem dumna ze swojego zakończenia. Takie poetyckie!
Mam nadzieję, że mimo większość osób nie lubi tych książek, ciekawie przyjęła moją recenzję.

Od razu chciałam zapowiedzieć, że na moim blogu pojawią się recenzję filmów, gdzie również będzie opisany "Zmierzch".

...

Posta nie było już tydzień! Przepraszam, ale w pierwszym semestrze zawaliłam naukę i trzeba się poprawić. Będę się starała pisać posty w weekendy, żeby publikować je na tygodniu. Nie mogę wam nic obiecywać, bo u mnie to wychodzi dosyć kiepsko. Dlatego musicie wchodzić do mnie codziennie, żeby wyczekiwać nowej notki lub obserwować mojego bloga.

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusty czwartek i walentynki

Tak, więc dziś mamy tłusty czwartek, choć ja nazywam go dniem "ile zjadłeś pączków?, bo ja zjadłam więcej". Ja osobiście nie jadam tych bomb tłuszczowo - cukrowych w liczbach naście, ale zaledwie 3 do 5. W tym roku trafiło się, że zjadłam 3 (i jestem z tego dumna!).

Nie mówmy o słodkościach, bo już mnie mdli. Przejdźmy do tematu walentynek. Tak, też kocham co roku siedzieć w domu pod kołderką i oglądać komedie romantyczne. Oczywiście w tym roku musi być inaczej (bo już miałam dla was niespodziankę, ale zaraz wypłyną moje żale) i idę na przebieraną imprezę. Dlaczego nie może być jak zawsze? Przebieram się za grecką boginię (chciałam być piratką, ale strój nie był za ciasny, ale nie był też komfortowy. Myszki miki nie było, więc ostałam grecką boginią (tak, będziecie mogli mnie oglądać w następnym poście, pozwalam wam).


To teraz przeczytajcie moje żale: więc narodził się w mojej głowie pomysł (mniej więcej kiedy opublikowałam ostatni post, więc jakoś w poniedziałek), żeby zrobić na moim kanale na yt (mam go ze względu na bloga, ale nic nie nagrywam) takiego liva dla osób, które tak jak ja (oczywiście oprócz tego roku) siedzą w domu pod kocem i oglądają filmy. No wiecie, oglądalibyśmy razem, tak milej, no, więc tak mój plan wziął w łeb, kiedy następnego dnia, obmyślając szczegóły, mój kochany tato oznajmił mi, że w sobotę idę na imprezę z naszymi znajomymi. Pocieszenie jest takie, że ten live kiedyś się odbędzie, prawdopodobnie w następny weekend, o ile coś mi nie wypadnie. Tak samo, jak odbędzie się wyzwanie książkowe (kliknij w kartę "wyzwanie książkowe, a dowiesz się czegoś więcej), ale nie wiem kiedy, bo to trzeba wszystko organizować, co troszeczkę potrwa, ale myślę, że rozpoczniemy gdzieś na początku marca.

Przepraszam, że nie będzie w weekend posta, ale w sobotę mam tę imprezę, w niedzielę powita mnie nauka (niestety kończę ferie, a "Romeo i Julia" samo się nie przeczyta) więc nie będę mieć czasu, ale obiecuję, że możecie zobaczyć nową notkę w poniedziałek.

poniedziałek, 9 lutego 2015

"Co myślę o ..." - smutne blogi

Dziś temat troszkę dołujący, a mianowicie, dostałam zadanie, aby napisać o smutnych blogach, od jednej z komentatorek (to na pewno była dziewczyna!). Aż się sama zdołowałam na tę myśl, więc szybko przebrnijmy przez temat.


1. Dlaczego ludzie piszą smutne blogi? Chyba, żeby wyrzucić z siebie cały smutek lub podzielić się nim z osobą, która nas nie zna. Ja czasami też piszę posty depresyjne na tego bloga, ale od razu je usuwam, żeby was nie dołować. Na moim blogu nie ma miejsca dla smutku!
2. Dlaczego ludzie czytają smutne blogi? Jak masz zły dzień, fajnie sobie poczytać depresyjny blog, a potem sobie pomyśleć "On ma chyba gorzej ode mnie.". Jednak takie rzeczy możemy spotkać na ulicy. Ja miałam niedawno taki przypadek w szkole: "Dziewczyna z podstawówki biegła przez korytarz i jakoś uderzyła z impetem w klamkę od właśnie otwierających się drzwi. Co się stało? Miała otwarte złamanie w lewej ręce." Wniosek: każdy z nas ma pewnie złe chwile w życiu, ale nie warto się bardziej dołować.
3. Podsumowując: smutne blogi powinny być zakazane, albo powinien być komunikat: "Ten blog ma dołującą treść. Jeśli chcesz ją czytać, kliknij dalej". To naprawdę dołujące, ze ktoś dzieli się swoimi smutkami z innymi.

Ten post wyszedł naprawdę krótki, ale sama nie chcę się dołować.
W komentarzach piszcie, co chcielibyście przeczytać w "Co myślę o ...".  
Dziękuję też za 500 komentarzy na moim blogu! Wczoraj tylko siedziałam przed komputerem i odśwrzałam sobie stronę, powtarzając: "Niech już będzie ten komentarz!". Na szczęście udało się i postanowiłam, że jeśli będę miała 300 obserwatorów (lub więcej) to zgłoszę się do "Bloga Roku 2015", tak na spróbowanie.

"Co myślę o ..." - hejterzy

Hejterzy - częsty powód nie zakładania bloga. Wszyscy powtarzają: "Nie założę bloga/kanału, bo boję się, że będzie więcej negatywnych komentarzy." Chciałam się wypowiedzieć na ten temat, mam nadzieję, że jesteście ciekawi mojego zdania (całego postu).

1. Kim są dla mnie hejterzy? To osoby, które wchodzą na twój blog/kanał i komentuję negatywnie. Wchodzą codziennie i tylko źle komentują. Nie nazywam tak osób, które wejdą raz i coś skrytykują, bo tylko wyrażają swoją opinię. Tak jak możesz napisać; "To jest super!", tak samo może być: "To jest słabe!". To jeden negatywny komentarz! Dla mnie to co najwyżej konstruktywna krytyka, a nie od razu hejty. 
2. Za co kocham hejterów? Szczególnie za to, że często wchodzą na mój blog/kanał, bo mnie najbardziej cieszą codzienne wyświetlenia. Komentarze - też są fajne, wchodzę na wasze blogi, jeśli macie pytania - odpowiadam, ale pierwsze na co patrzę, to ile luda weszło tu, na mojego bloga i to jest dla mnie priorytetem.
3. Czy ja jestem hejterem? Generalnie - nie. Kiedyś wkurzały mnie hejty na Selenę i im odpisywałam tak samo "milutko". Teraz często czytam, uczę się, gotuję, zajmuję się blogiem i nie mam za bardzo czasu, żeby wchodzić jeszcze na jakieś strony. 
4. Czy ja byłam kiedyś hejtowana? Oczywiście (że tak). Może nie na tym blogu, ale jak zaczynałam całą moją przygodę z blogowaniem. Jeden z pierwszych moich blogów to była ocenialnia. Wtedy wystawiłam komuś niepochlebną ocenę i ta osoba zaczęła pisać pod każdym kolejnym postem, że: "To ja mam błędy ortograficzne", "Ja nie umiem ciekawie pisać" itp. Wtedy zakończyłam tamtego bloga. Teraz bym się pewnie nie poddała, tylko zgłosiła tę osobę.
5. Jak sobie poradzić z hejterami? Zgłosić (może ten ktosiek zostanie zablokowany), odpisać coś w stylu "No to pokaż swojego bloga, bo ja mam przynajmniej odwagę, żeby coś zrobić?" lub ignorować. Negatywne komentarze nie powinny być dla nas przeszkodą, bo najważniejsze to robić co się naprawdę kocha, bez względu na wszystko.


Mam nadzieję, że postawiłam was na duchu. W komentarzach piszcie, jakie byście chcieli tematy serii "Co myślę o ...".

sobota, 7 lutego 2015

"Love, Rosie" - recenzja

"Love, Rosie" - książka, której raczej nie muszę przedstawiać. "Huczało" o niej przez cały grudzień, jednak chciałam, aby opadły te emocje, a cała fala popularności troszkę przycichła. Tak więc teraz możecie poczytać, co sądzę na temat tej powieści. 

Zacznijmy od tego, jak znalazłam tę książkę? Historia w sumie nie ciekawa, ale możecie sobie o niej poczytać. Wyobraźmy sobie: leży sobie znudzona Ula na łóżku w swoim pokoju w wakacje. Zaczyna szukać informacji o nowych filmach, których produkcje jeszcze się nie skończyły, swojej ulubionej aktorki Lily Collins (znajduje się na równi z Seleną). Zauważa, że nie długo pojawi się film "Love, Rosie". Chcąc dowiedzieć się czegoś więcej, wpisuje to jako hasło w wyszukiwarce. Wskakuje książka "Na końcu tęczy". Ula myśli "No ze mnie idiotkę robią, bo ja chciałam informacje na temat filmu!". Przez następną godzinę grzebie po internecie, dochodząc do wniosków, że "Love, Rosie" to film na podstawie książki "Na końcu tęczy". Potem znajduje e-booka i żyli razem długo i szczęśliwie do 2 w nocy, kiedy Ula skończyła czytać.
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Zapamiętać: 1. Ufać wyszukiwarce Google. 2. Nigdy nie pisać o sobie w trzeciej osobie, bo czytelnicy stwierdzą, że jesteś wariatką i stracisz jakichkolwiek czytelników.

Teraz krótkie streszczenie bez spoilerów, jeśli ktoś nie czytał: Rosie i Alex poznają się w wieku około 7 lat. Chodzą razem do szkoły, robią wypady na miasto, szaleją na imprezach, mówią sobie sekrety... generalnie to tylko do łazienki razem nie chodzą. Omijając jakieś 70 stron, Rosie "przez przypadek" zachodzi w ciążę. W tym momencie powstaje bariera pomiędzy przyjaciółmi: Alex wyjeżdża do Harvardu na studia medyczne (zapomniałam wspomnieć, że akcja zaczyna się w Irlandii), a Rosie wychowuje małą Kate, tym samym odrzucając swoje stypendium i marzenia o szkole hotelarskiej. Czy przyjaźń Alexa i Rosie przetrwa odległość?

Moja opinia: jak dla mnie książka jest w większej części przewidywalna, ale wszystkie przygody, rozterki i związki, aby ich "przyjaźń" powróciła, są tak niesamowite... Już w pewnych momentach było tak blisko, a czytając kolejną stronę wszystko się sypie. Jednak dla mnie tak książka ma cudowne zakończenie, że naprawdę warto ją przeczytać.

Ocena: 8/10

czwartek, 5 lutego 2015

Ogłoszenia Parafialne!

Dziś zamiast normalnego postu (choć moje posty są zazwyczaj nienormalne) chcę wam wiele powiedzieć (napisać), a wolę to zrobić w formie jednego postu, niż dopisywać do notek tematycznych.
1. Zaczynam serię pt. "Co myślę o ... ". Będzie o moich przemyśleniach (już robiłam to wcześniej, ale teraz nadałam ładniejszą nazwę). Chciałam się dowiedzieć, o czym chcielibyście poczytać. W następnym poście będzie recenzja "Love, Rosie", a w jeszcze kolejnym "Co myślę o hejterach?" (także ten temat już zaklepany).
2. Mój challenge wykonam, ale gdzieś na początku marca. Muszę zebrać trochę osób (więc jeśli chcesz, cofnij się do poprzedniego posta i będziesz wiedział o co chodzi).
3. Posty będę dodawała co drugi dzień. Niestety nie mam czasu pisać codziennie coś nowego. Przepraszam, ale to muszę wprowadzić, między innymi też dlatego, że muszę poprawić oceny w szkole (trzeba brać się do roboty), a jednak taka praca nad blogiem trochę zajmuje czasu.
4. Ostatni i NAJWAŻNIEJSZY punkt. Dziękuję za 150 obserwacji na moim blogu. To jest taka liczba.... łał! Choć wiem, że pewnie większości blogerów ma więcej obserwatorów i mojego bloga czyta jakieś 50 osób dziennie (tak, tak, ja wiem wszystko), choć czasami zdarza się dzień, kiedy mam 150 wyświetleń więcej, to bardzo dziękuję, że ktoś te moje wypociny jednak czyta i nie piszę tak sama ze sobą.

No to tyle z ogłoszeń parafialnych.

środa, 4 lutego 2015

Mój własny challenge


Dziś piszę do was nie tyle notki "co się u mnie działo" lub "recenzja", ale z pytaniem (propozycją właściwie). Wpadłam na pomysł, aby stworzyć coś w stylu challenge książkowego. Wiele blogów tworzy swoje własne, ale w każdym coś mi nie pasuje i chciałam utworzyć coś własnego, choć nie wiem, ile osób chciało by brać w tym udział. Zasady byłyby bardzo proste:
1. Challenge będzie trwał 1 tydzień (na razie, potem możemy zrobić dłuższy termin lub kolejne edycje).
2. Podajecie mi swoje e-maile, abym wysyłała do was tematy danego wyzwania (nie wiem, kiedy będę dawała wam notkę o nowym temacie, a tak będziecie cały czas na bieżąco).
3. Tematy książek będą podawane w stylu: "książka na literę p" lub "książka z fioletową okładką". Tematy będę różne, czasami zależne od jakiegoś święta w danym tygodniu.
4. Jeśli macie bloga, miło mi by było, gdybyście zamieścili baner (jak go zrobię) lub link do wyzwania. Zależy mi na tym, aby z nami bawiło się więcej osób.
5. Książek możecie przeczytać wiele, za pierwszą otrzymujecie 1 pkt, za drugą 2 pkt itd.
6. Pod koniec challenge (nie wiem jak odmienić) będę sumować wasze punkty i w ten sposób będę wyłaniać zwycięzcę.
7. Jeśli przeczytacie jakąś książkę, musicie wysłać maila do mnie z recenzją tej powieści. (muszę mieć pewność, że ją przeczytaliście). Jeśli macie bloga z recenzjami, wystarczy podać mi link do posta.
8. Nagrodą będzie napisanie posta na moim blogu przez was (jeśli nie odpowiada wam nagroda, możemy się dogadać).
9. Ja też będę brała udział w wyzwaniu, jednak nie będę zaliczana do wyników końcowych.

Na razie jeszcze tego nie zaczynam, po prostu jestem ciekawa, czy chcielibyście coś takiego. Możecie pisać w komentarzach swoje pytania, a jeśli chcesz wziąć udział w wyzwaniu, wystarczy że napiszesz swój e-mail, ja na pewno odpiszę, kiedy zaczynamy challenge.

wtorek, 3 lutego 2015

Polska piłka ręczna

Dziś chciałam ruszyć z tematem o ostatnich wydarzeniach w piłce ręcznej, ale najpierw chciałam przeprosić za moją nieobecność na blogu, ale Krzysiek nie miał pomysłu na posty (najlepiej zwalić wszystko na moją głowę). Mam nadzieję, że zrozumiecie, że człowiek też potrzebuje wytchnienia.


No to teraz przejdźmy do tematu ostatnich tygodni. Wiele słyszałam o wygranych meczach naszych szczypiornistów, ale nie oglądałam, bo ja interesuję się tylko piłką nożną, a króluje u mnie najbardziej FC Barcelona (Messi rządzi!). Pierwszy mecz piłki ręcznej oglądałam w piątek, gdy graliśmy z Katarem i przegraliśmy. Wtedy pomyślałam: "No ja to chyba pecha przynoszę i nie mogę na to patrzeć." Mecz w niedzielę. Zeszłam ze swojego pokoju do salonu i akuratnie mój tata włączył telewizor na rozgrywce. Powiedział, że w pierwszej połowie było super, ale jak przyszłam to się od razu pogorszyło. Na przeciw losowi zaczęłam oglądać i już zostało 30 sekund, a my przegrywamy jednym punktem. Aż tu nagle 2 sekundy przed końcem Szyba strzela i mamy dogrywkę. Tak została ustanowiona nowa jednostka "1 szyba = 2 sekundy". Dwie dogrywki później wygraliśmy. Oficjalnie zdobyliśmy 3 miejsce na Światowych Mistrzostwach Mężczyzn w Piłce Ręcznej w Katarze (no dłuższej nazwy nie mogli wymyślić?). Trzeba przyznać, że to jest coś! Podczas ostatniego roku wiele osiągnęliśmy w sporcie. Szkoda tylko, że państwo tak mało pieniędzy przeznacza na rozwój polskiego sportu. W każdym mieście jest przynajmniej jeden orlik, a jakby zamienić połowę orlików w Polsce na inne boiska, np. halę na piłkę ręczną, korty tenisowe. Tak żeby pomóc "nam młodym" się rozwijać.

Już wkroczyłam w tematy polityczne, które naprawdę mnie wkurzają, bo można by tyle pieniędzy wydać na coś pożytecznego.

Możecie w komentarzach  podawać tematy, na jakie chcielibyście poczytać na moim blogu. Obiecuję, że teraz nie zaniedbam bloga, choć czasem będę robić sobie małe przerwy (mam nadzieję, że 4 dni odpoczynku to nic złego).

środa, 28 stycznia 2015

Kim zostać w przyszłości...

Takie pytanie my "młodzi" często sobie zadajemy, już w wieku 6 lat. Jednak gdy przychodzi co do czego, trzeba o tym pomyśleć na poważnie. Zapraszam was do przeczytania moich przemyśleń.

Wiele osób pyta mi się kim chcę zostać w przyszłości. Mimo, że jestem dopiero w 1 klasie gimnazjum, trzeba zacząć się nad tym zastanawiać, żeby nie zostawiać decyzji na ostatnią chwilę. Jednak od czego zacząć?
Najczęściej rodzina narzuca nam zawody, w jakich nas sobie wyobrażają, jednak w tym przypadku powinniśmy myśleć o swoim szczęściu. Musimy robić coś, co dla nas jest fajne, a nie dlatego, żeby rodzice czy dziadkowie byli z nas dumni. Swój zawód można polubić, jeśli robi się to, co się kocha, a w nieprzyjemnej pracy będziemy się szybko przemęczać.
Jednak zanim zawód i praca, pierwsza decyzja to wybór szkoły: liceum, technikum, zawodówka?
Niektórzy nie zadają sobie takiego pytania, bo nie wyobrażają sobie przyszłości w innej szkole niż liceum. Ja jednak częściej o myślałam, zastanawiając się, co mnie interesuje. Z każdym dniem wydaje mi się, że liceum w moim przypadku jest bezsensowne, bo mnie interesuje gastronomia i w tym kierunku jak na razie chciałabym iść.
Ja mam jednak jeszcze troszkę czasu do namysłu. A wy, kim chcecie zostać w przyszłości?

wtorek, 27 stycznia 2015

Seria książek "Niezgodna" - recenzja

Dziś wpadam do was (bardziej wy do mnie) z recenzją serii książek pt. "Niezgodna". Nie będę pisać postu o osobnych częściach, bo po prostu czytałam te książki jedna po drugiej i nie pamiętam, co się działo w danej części.

Wyobraźmy sobie: jesteśmy w przyszłości. Na ruinach dzisiejszego miasta Chicago. Społeczeństwo jest podzielone na 5 frakcji: altruizm (bezinteresowność), erudycja (inteligencja), nieustraszoność (odwaga), serdeczność (życzliwość) i prawość (uczciwość). W wieku (chyba) 16 lat każdy przechodzi test, wskazujący, do której frakcji pasujesz. Jeśli należysz do np. altruizmu, a po teście przechodzisz na erudycję, rodzina jest zazwyczaj zawiedziona, nie utrzymujecie kontaktów. Przed wyborem frakcji nie można powiedzieć, jaki jest wynik testu. Podczas ceremonii podcina się nadgarstek i kropelki krwi mają wpaść do którejś z 5 mis, w których są symbole frakcji. 
Test wygląda tak: osoba z innej frakcji niż ty podpina ci jakieś kabelki do czoła. W twojej wyobraźni wytwarza się obraz, a umysł wytwarza sztuczną rzeczywistość. Masz tam kilka przygód, podczas których masz wybór, gdzie pobiec albo jakich przedmiotów użyć, aby się bronić.
Jest jeszcze jedna opcja: jeśli z twojego testu wynika, że pasujesz do kilku frakcji, otrzymujesz miano niezgodnego. Tak osoba powinna być wyeliminowana ze społeczeństwa. Jednak Tris (główna bohaterka) po otrzymaniu wyniku niezgodnego udaje się przeżyć, ale musi się ukrywać. Podczas ceremonii wybiera nieustraszoność.
Nie będę dalej opowiadać, aby nie było spoilerów.

Moja opinia:
Książka jest bardzo fajna. Gdy ją czytałam, naprawdę wydawało mi się, że to jest przyszłość, bo nasz świat zmierza w podobnym kierunku. Zresztą już społeczeństwo jest podzielone na polityków, naukowców, rolników, adwokatów... ta książka pokazuje, że bycie innym jest złe i tacy ludzie powinni być zniżeni do poziomu bezrobotnych. Opowieść jest fantastyczna, choć czasami postępowania Tris mnie wkurzały i to obniża ocenę tej książki. Jednak polecam ją, aby poznać głębiej nasz otaczający świat.

Oceniam 8/10

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Mój dzień....

W tym poście opiszę wam swój dzisiejszy dzień. Miałam dziś wstawić recenzję trylogii "Niezgodna", nawet mam to już gotowe, ale stwierdziłam, że ten dzień zasługuje na dogłębne zastanowienie.

No to zacznijmy od początku...
Obudziłam się o 2:30 w nocy (pewnie to wszystko wina Krzysia). Napiłam się wody, którą zawsze mam przy łóżku, bo często zasycha mi gardło i muszę coś pić. Później poleżałam chwilkę, znowu się na piłam, znowu poleżałam... i tak, w ten oto magiczny sposób zrobiła się na zegarku 3:00. Pomyślałam (przepraszam, to Krzysiu przemówił): "Pewnie i tak nie zasnę, to sobie poczytam i może troszkę poczuję się śpiąca." Przy łóżku miałam książkę pt. "Gwiazd naszych wina". W niedzielę przeczytałam tylko jeden rozdział, ale trzeba podkreślić, że nie zaczynałam tej powieści od początku. Czytam, czytam i czytam.... aż tu nagle leci jakaś piosenka. Ja od razu przestraszona, co się dzieje. Okazało się, że to był mój budzik, który był nastawiony na 6:00. Przez 3 godziny przeczytałam 170 stron, czyli troszkę ponad połowę książki. Wtedy wydawało mi się, że ten dzień będzie jakiś inny od wszystkich.

Poszłam do szkoły, przebrnęłam przez wszystkie lekcje (najfajniej było na matmie. Ja siedzę w ostatniej ławce, a nauczycielka zawsze ma nas gdzieś.. aż w końcu wpadłam na rewelacyjny pomysł zrobienia zakupów książkowych przez internet. Muszę was poinformować, że na moją książkową półkę trafią wszystkie części "Zmierzchu" + jakiś dodatek do serii. Za wszystko zapłaciłam około 80 zł, więc myślę, że było warto. Tak się robi zakupi na matmie.) Ostatni miałam w-f, a pan nas tak wymęczył, że po 45 minutach ledwo stałam na nogach. Idę w kierunku szatni, a tu nagle koleżanka z klasy mówi mi, że na dole, przy moim wieszaku, leży jakiś prezent dla mnie. Krzysiu od razu zareagował, mówiąc: "Ktoś tak strasznie mnie nienawidzi, że aż mi bombę wysyła." Ja schodzę o szatni, a tam torebka prezentowa z rafaello w środku, Oczywiście musiał być też podpis: "Dla pięknej Uli Kapusty". (Tak w ogóle muszę wam powiedzieć, że jeśli będziecie mi coś wysyłać, moje nazwisko się nie odmienia, więc powinno być: "Uli Kapusta")
Wszyscy robili z tego aferę, a ja wiedziałam, od kogo to jest, bo mi koleżanki powiedziały. My rozmawiamy ze sobą około raz na dwa miesiące, choć jak teraz próbuję sobie przypomnieć ostatni raz, to było w tamtym roku szkolnym.

Tak minął mi dzisiejszy dzień, który wolałabym wymazać z pamięci. Choć szczerze liczę na kolejną nieprzespaną noc i czytanie przez trzy godziny. Jak głosi mój cytat, który napisałam sobie na etui na telefonie (oczywiście też na matmie): "Lepiej być pozbawionym snu z powodu książek, niż pozbawionym książek z powodu snu."

niedziela, 25 stycznia 2015

Jak zacząć blogować? + moje początki na blogu

Dziś popaplam sobie troszkę o początkach na blogu: jak to było u mnie i od której strony się do tego zabrać?

UWAGA: w tym poście pojawi się wiele moich przemyśleń, więc proszę o zrozumienie. To jest moje zdanie i niektórzy mogą się ze mną nie zgadzać.

1. Jak to było u mnie?
Siedziałam w ferie (było to 19 stycznia 2014) na kanapie w salonie przed telewizorem. Na stronie zapytaj.onet przeglądałam zakładkę "Blogi i Fotoblogi". Pomyślałam: "Dlaczego sama nie założę swojego bloga, gdzie będę pisać o tym, co mnie interesuje?" (mój głosik w głowie nigdy mnie nie zawodzi. Może nadam mojej podświadomości jakieś imię? W sumie, jak miałam 5 lat wyobrażałam sobie, że w mojej głowie jest robaczek i ma taką wielką księgę i jak coś zapamiętuję, to on to zapisuje, a jak próbuje sobie coś przypomnieć, to przewraca te wielkie kartki księgi, póki tego nie znajdzie. Wtedy mój robaczek miał na imię Krzysiu i pewnie tak zostanie.) Zaraz, o czym ja to mówiłam... (w tym momencie czytam moje wcześniejsze wypociny) No, więc... A, i wtedy zaczęłam się tym głębiej interesować. Czytałam, na jakiej stronie najlepiej założyć bloga, o czym pisać i wgl. Dwa dni później (po odpowiedzeniu sobie na wszystkie pytania, jakie zadawał Krzysiek i zrobieniu w miarę ładnego wyglądu bloga) zaczęłam pisać posty. Moja pierwsza tematyka to moda, ale nie czułam się w tym dobrze, więc po pewnym czasie zmieniłam na lifestyle, co jest bardzo wygodne, bo możesz pisać o wszystkim, co cię interesuje. I tak sobie bloguję do dziś, czyli dokładnie (liczę...) 369 dni (nie komentujemy dwóch ostatnich liczb, choć Krzysiu widzi, jak się uśmiechasz...)

2. Od czego zacząć?
Potrzebujesz kilka rzeczy:
- konto na gogle, jeśli chcesz pisać na bloggerze
- tematykę bloga
- troszkę czasu
Co jest najtrudniejsze: nazwa bloga. Ja nie miałam z tym problemu, bo mam taki sam login w większości kont, także jeśli widzicie login: stella191, to pewnie ja. Jednak jeśli nie chcesz ustawiać nazwy bloga w taki sposób jak ja, jest kilka sposobów. 
Związane z tematyką bloga
Coś związanego z tematyką twojego bloga np: Jesteś Julia i piszesz bloga o kartonach (na co, to wina Krzysia), to możesz go nazwać "kartony by Julia".
Coś o tobie
Masz na imię Paweł, ale kumple nazywają cię szafa (Krzysiu jedzie po całości), to możesz nazwać bloga "Szafa" lub "Świat Szafy".
Jedna z ważniejszych zasad: nazwa bloga powinna się znaleźć w linku bloga. Bardzo mnie denerwuje, jeśli twój blog nazywa się "Szafa", a w linku "krzesło.blogspot.com". Dlatego, jeśli wybieracie nazwę na bloga, sprawdźcie, czy w linku da się to wpisać, może być w innym języku.
3. Jak twój blog staje się popularny?
Bardzo częste zadawane pytanie. Ja zdobywam czytelników poprzez strony: zapytaj.onet i flapi.pl. Niestety wpadłam w wir "kom za kom", jednak wydaje mi się to sprawiedliwe, bo ktoś mnie skomentuje, to ja skomentuję jego. Wiadomo, jest tak czasem, że ktoś skomentuje mój post, a ja wchodzę na jego bloga, a tam post "genetyczna budowa lwa". Ja jestem noga z biologi, więc nie skomentuję czegoś, na czym się nie znam. 
4. Pierwsze wrażenie
Dla mnie jednym z ważniejszych punktów, żebym czytała bloga częściej, jest ładny wygląd. Nie chodzi o jakieś wyszukane style, tylko o zmianę czegokolwiek w podstawowych ustawieniach. Najbardziej mnie wkurza, jeśli ktoś wstawił gotowy szablon i zadowolony ma wygląd na bloga. Możecie poprosić kogoś (np. mnie) o zrobienie designu bloga. Wtedy wygląda to dużo fajniej.
5. Styl pisania
Na początku zawsze pisze się tak sztywno. Z czasem (przynajmniej ja) nabiera się dystansu do siebie i swojego tekstu. Wyobraźmy sobie: napisałeś "Witam w ten deszczowy wtorek", a dziś jest środa. Nie usuwasz tego, tylko jedziesz dalej "oj, pogoda robi swoje, bo dziś środa". Wiadomo, że jeśli robisz błędy ortograficzne, to je poprawiasz. Taki Krzysiu podpowiada ci jak pisać i to wylewasz w formie literek na sowim blogu. Ważne, aby wylewać swoje myśli od razu, a nie przerabiać je w jakieś drętwe zdania.

Mam nadzieję, że wam pomogłam. Jeśli już macie bloga, to pośmialiście się ze mnie i Krzysia. Nie ważne. Mam jeszcze ogłoszenie parafialne dotyczące mojego bloga, a konkretnie ostatniego postu. Otóż wybraliście opcję 3 w 1, więc na moim blogu będą trzy różne tematyki. To tyle na dziś. A teraz podstawowy tekst każdego marnego blogera, który potrzebuje czytelników: "Zapraszam was do obserwowania i komentowania mojego bloga." 
Copyright © 2014 Orsolia
Designed By Blokotek