A więc tak, WRÓCIŁAM!!! Po sześciu dniach (wyjaśnionej) przerwy wróciłam z białej szkoły. Było fajnie, choć mogło być lepiej. Zresztą, jak zwykle, zapraszam do moich zwariowanych opowieści...
Wyjechaliśmy w niedzielę. Musiałam wstać o 6 rano, żeby się wyrobić. Wiadomo, w tym czasie odezwało się moje leniwe "ja", które odeszło wraz z godziną 7. Szybko zebrałam się i pojechałam autobusem ze znajomymi ze szkoły do Zakopanego. Nie powiem wam, o której przyjechaliśmy, bo nie pamiętam. Ja zapisałam się do grupy początkującej ze snowboardu. Byłam już 3 rok w tej grupie i nadal nie umiem głupiej rotacji (jeżdżący na desce wiedzą, o czym mówię). Wstawałam na 7:15 na śniadanie. O 7:45 był wyjazd na stok ( co z tego, że nasza grupa 1 gimnazjum przychodziła na czas i nawet nauczycieli wtedy nie było i wyjeżdżaliśmy o 8:10 ). Codziennie rutyna, aż do piątku.
Tego dnia musiałam jechać do szpitala. I teraz moja fascynująca opowieść o czymś co spotkało mnie pierwszy raz przez 6 lat jeżdżenia na białe szkoły.
Już od środy bolało mnie miejsce pod kostką. Chodziłam z tym do doktorowej (tak ją nazwaliśmy). Ona mi czymś posmarowała. Wszyscy, którzy chodzili z bolącą ręką lub nogą, dostawali niebieską tabletkę, także ja przeszłam krok dalej. No ale do piątku bolało mnie coraz bardziej (tego dnia miały być zawody). Doktorowa stwierdziła, że nie powinnam brać udziału w zawodach, bo mogło by mi coś się stać gorszego (a z doktorową nie wygrasz), więc ja z dwoma osobami, (jedna miała złamaną, druga obtłuczoną rękę, oczywiście z 1 klasy gimnazjum) siedziałam w karczmie. W końcu pani powiedziała, że pojedzie ze mną do szpitala, ale dopiero po 18:00 bo po obiedzie mieliśmy iść na basen i nie było tylu opiekunów, aby zajmować się grupą. Przecierpiałam, siedząc z kilkoma osobami w kawiarni. O 18:00 z dwoma innymi obolałymi pojechałam do szpitala. Opowiedziałabym wam o jednej z tych osób, ale musiałabym pisać o całym jej życiorysie, więc w skrócie powiem, że troszkę udawała. Siedziałam w poczekalni (polecam szpital w Zakopanem, cały zielony, ale jest przynajmniej telewizor...). Byłam u lekarza (który, trzeba podkreślić, miał na nazwisko Stopa), potem na rentgenie, a potem znów u lekarza. Okazało się, że przeciążyłam stopę i nie mogę za dużo chodzić przez tydzień + ją smarować maścią.
Pozostałe 2 osoby też wyszły bez żadnego gipsu.
Mój tata powiedział, że w następnym roku nie pojadę na białą szkołę, bo ma dosyć moich kontuzji.
Jednak w poniedziałek na lewej nodze pokuśtykam do szkoły....
Lepiej się nie dołować na zapas.
A wy zrobiliście sobie coś kiedyś?
"Ten, kto idzie za tłumem, nie dojdzie dalej jak tłum. Ten, kto idzie sam, dojdzie w miejsca do których nikt jeszcze nie dotarł" - Albert Einstein
Ja na tegorocznym obozie trafiłam do szpitala. Przejechałam się nową karetką, poznałam szpital w Częstochowie (nie polecam) i przez dwa dni byłam wożona wózkiem do drewna i noszona wszędzie X'D
OdpowiedzUsuńWspółczuję Ci tego, że nie będziesz mogła jechań na następną białą szkołę.
Pozdrawiam
http://stories-by-aru-and-saki.blogspot.com/
Ja nigdy praktycznie niczego nie złamała i nie skręciła. można by powiedzieć, że dziecko szczęścia, bo ogólnie żadko choruje itd.
OdpowiedzUsuńWspółczuje ci kontuzji i, że więcej już nie pojedziesz na białą szkołę.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie :)
http://poczuj-te-moc.blogspot.com/
http://zawsze-usmiechniete.blogspot.com/
Współczuje :(Ale jeśli poprawi Ci to humor to post świetny jak i reszta bloga:)Obserwuję i liczę,że ty również mnie zaobserwujesz http://kasialifestyle.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńOj... wyjaz się trochę nieciekawie skończył, ale przynajmniej masz co wspominać. Bardzo podoba mi się na Twoim blogu. Obserwuję i miło byłóby mi, gdybyś zrobiła to też dla mnie :D
OdpowiedzUsuńkingas1blog.blogspot.com